piątek, 3 października 2014

Rozdział 4

          Stałam przed szkolnym sekretariatem. Musiałam mieć o nim jakieś informacje, a jedyną na to szansą było przeglądniecie jego kartoteki . 
           To zupełnie nie w moim stylu.
           Wzięłam głęboki wdech po czym weszłam do pokoju. Za małym biurkiem, na którym stał komputer i leżała masa papierów, siedziała drobna starsza pani w okularach.
          - Dzień dobry. - siliłam się na najszczerszy uśmiech jaki tylko mogłam osiągnąć. - Nie miałaby pani nic przeciwko, żebym zajrzała do danych uczniów? Musze znaleźć moje świadectwo z tamtego roku a jedyny egzemplarz jest w szkole.
           - Oczywiście nie ma sprawy. Wiesz gdzie są akta, ja muszę na chwilę wyjść.
             -Dobrze, poradzę sobie sama. Bardzo pani dziękuję.
         Wzięłam klucze i weszłam do archiwum. Spanikowałam. Co ja tutaj robię? Czy właśnie mam zamiar (technicznie rzecz biorąc), nielegalnie sprawdzić Hopeless'a? Z drugiej strony nie zostawił mi chłopak wyboru. Ale zaraz, przecież ja nawet nie znam jego imienia, jak go znajdę?
          Postawiłam na łut szczęścia, otworzyłam pierwszą z brzegu szufladę i okazało się że trafiłam na kartoteki osób które dawno już wyszły ze szkoły. Następna szuflada, ludzie rok młodsi. Wreszcie znalazłam.
            Rocznik 97.

  SKY COOPER...
  NICOLE VALKER...
  THOMAS DILL...
  CHRISTIAN HIGH

     Nie znam osoby o takim nazwisku. Czy to on? 
Pośpiesznie otwieram akta.

  Imię i nazwisko:       CHRISTIAN HIGH
  Data urodzenia:        nieznana
  Imiona rodziców:       nieznane
  Miejsce zamieszkania:  nieznane
  Poprzednia szkoła:     nieznana 
  
     O co chodzi?! Czy to są dane Hopeless'a? Czemu są niekompletne? Miliony pytań i odpowiedzi przychodziło mi na myśl.
            Wróciła sekretarka, musiałam uciekać.
           - Skarbie, znalazłaś to czego szukałaś?
           -Tak, do widzenia - spławiłam ją szybko.
        Nie myślałam teraz rozsądnie. Wyszłam w popłochu z sekretariatu i pędem szłam przez korytarz. Była przerwa, ludzie zawadzali mi drogę ewakuacji, non stop trącałam ich bo potrzebowałam zostać sama i  nabrać świeżego powietrza. Kim on jest?! Praktycznie zaczęłam biec i nagle ktoś pojawił się przede mną, uderzyłam o niego i upadłam.
          To był on! Holepess, to znaczy Christian... Leżałam na ziemi i wpatrywałam się w jego błękitne oczy. Wyciągnął w pomocnym geście rękę, ale odtrąciłam ją i wstałam. Chciał coś powiedzieć ale go wyprzedziłam:
           -Kim ty do cholery jesteś? - zapytałam przerażona. 
           - Człowiekiem, Sky. 
           -Nie zgrywaj mi tu cwaniaczka! Dlaczego twoje akta są nie kompletne?
         Popatrzył na mnie wzrokiem zabójcy. Powoli odsuwałam się od niego, dopóki nie uderzyłam o ścianę. W tedy on szybko podszedł do mnie i przygniótł mi gardło swoim przedramieniem. Zaczął mnie dusić. Nie mogłam się ruszyć, patrzyłam tylko na niego błagalnym wzrokiem w nadziei, że przeżyję.
           -Co, zachciało nam się sprawdzać ludzi, hm? - mówił a moje płuca już płonęły. Zaczęłam okładać go pięściami, ale to nic nie dawało. Dlaczego przechodzący ludzie nie reagowali? - Spróbuj tylko komuś się o tym wygadać a nie żyjesz. Rozumiesz? - pokiwałam najdelikatniej jak tylko mogłam głową. Przycisnął mnie na sekundę jeszcze mocniej po czym puścił i odszedł.
           Niczym topielec zaczęłam gwałtownie nabierać  powietrza. Osunęłam się na ziemię i zwinęłam w kłębek. Cholera. Co ja najlepszego zrobiłam?





***

Cześć! Kolejny nowy rozdział.... 
Czytasz? Komentujesz!
Olgi Ta   





        

Rozdział 3

ODKRYJ WSPANIAŁY  ŚWIAT ROZMNAŻANIA!


          Hahahaha, świetny temat na pierwszą lekcje biologii w tym roku. Praktycznie wszyscy już zajęli jakieś miejsca w klasie. Została jedna pusta ławka z tyłu pomieszczenia w słynnym rogu Jamesa Stilla, który kiedyś kiblował przez 3 lata. No cóż, zawsze lubiłam siedzieć sama więc skorzystałam z okazji i czmychnęłam na swoje miejsce.
          - Droga młodzieży, jest już po dzwonku, proszę o ciszę. - Pan Carter nie musiał powtarzać wiele razy, nasza klasa zaliczała się do grona spokojniejszych, nie licząc oczywiście kilku osób, które miały totalnie wywalone na przyszłość, na oceny i na zachowanie. Tacy to mają dobrze, czasem lepiej jest się tym wszystkim tak nie przejmować.  - Chciałem na początku lekcji przedstawić wam nową osobę w klasie, ale najwyraźniej chłopak się spóźnia. 
           Chłopak? Dziewczyny zaczęły między sobą plotkować, co druga wyciągała z plecaka telefon żeby sprawdzić czy ich ,,tapeta,, jeszcze się utrzymuje na twarzy, czy może spłynęła już pozostawiając plamy na ich dekolcie i ławce. Włożyłam ręce do kieszeni bluzy i zaśmiałam się do siebie. Z drugiej strony... w sumie to też byłam ciekawa tego nowego, czy okaże się spoko, czy raczej postanowi dołączyć do klasowych szpanerów i debili. 
           Minęło około piętnaście minut lekcji, gdy  ktoś wszedł. Cholera! TO BYŁ ON! Chłopak z dyskoteki! Popatrzyliśmy się na siebie w tym samym momencie. Zamurowało go, stanął na środku klasy i gapił się na mnie. O co mu chodzi? W panice odwróciłam wzrok i udawałam, że piszę notatkę w zeszycie. 
           - Proszę, proszę. Kogo mu tu mamy? Nie uważasz, że spóźnianie się na pierwszą lekcję jest oznaką braku szacunku dla nauczyciela? - Zapytał go pan Carter.
        -Nie. - Odpowiedział bardzo spokojnie, a klasa zaczęła się śmiać. Zrobił dobre pierwsze wrażenie.
             -Siadaj już lepiej i bądź cicho. Panno Sky - zwrócił się do mnie - Pan... a właściwie, jak masz na imię chłopcze? - zapytał Carter , a On popatrzył się na niego wzrokiem tak lodowatym, że potrafiłby zamrozić nawet rozgrzany metal.
           - Proszę mi mówić Hopeless*.
           -Cóż, faktycznie beznadziejny z ciebie przypadek. Kontynuując, panno Sky, Hopeless usiądzie razem z tobą.
            Co?! Niestety było już za późno na wszelkie słowa sprzeciwu, byłam skazana na siedzenie z tym gościem. Powolnym, pewnym siebie krokiem podszedł i siadając od razu odwrócił ode mnie spojrzenie. Będę musiała na niego uważać, cały czas w pamięci miałam jego słowa ,,Dowód na istnienie istoty piękniejszej od ciebie." ; ,,Uważaj na siebie, Sky." 


***

          Wreszcie zadzwonił dzwonek. Wstałam z ławki i wbrew mojemu sumieniu, które cały czas kazało mi od niego uciekać tak szybko jak tylko się da, postanowiłam zrobić pierwszy krok. 
             -Hej, jestem Sky. Pamiętasz mnie? - Spojrzał na mnie tymi pięknymi błękitnymi oczami tak, że aż ugięły się pode mną kolana. Delikatnie uniósł kąciki ust. Rety, ależ on był przystojny. - Sądzę, że dobrze byłoby się poznać skoro mamy siedzieć ze sobą przez cztery godziny tygodniowo. - Patrzył się na mnie cały czas, ale nie powiedział ani słowa. Jedynie przygryzł lekko wargę jakby pilnował samego siebie przed powiedzeniem czegoś, czego wyznać nie chciał. 
            - Sądzę, że nie mam ochoty cię poznawać. Daj sobie spokój, do siedzenia razem w ławce, z tego co wiem nie są potrzebne jakiekolwiek informacje o drugiej osobie. Ja znam twoje, ty znasz moje imię i proponuję na tym poprzestać.
             Hopeless wstał i nie zwracając już na mnie uwagi, udał się do wyjścia. 
         Uszczypnijcie mnie bo chyba śnię. Stałam tam przez około dwie minuty i zupełnie nie wiedziałam co przed chwilą się wydarzyło. On mnie zupełnie zignorował. Przecież na dyskotece praktycznie mnie podrywał, a przynajmniej tak mi się wydaje bo nie jestem dobra w te klocki. Co jego zachowanie ma znaczyć? A może to ktoś inny? Nie, nie zapomniałabym tych oczu i ust... 
Nadal będąc w mocnym szoku udałam się w stronę wyjścia. 
            Muszę zebrać o nim jak najwięcej informacji... Poznam go czy tego chce czy nie. 


~~~~~~~
*Hopeless - (ang.) przym. - beznadziejny

~~~~~~
HEJ :) I co sądzicie o tym? Podoba  wam się? 
Dajcie znać w komentarzach ;)
Olgi Ta