niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział 9

     Siedziałam na tylnim siedzeniu jego samochodu. Jechaliśmy już dobrą godzinę, nie miałam pojęcia gdzie jesteśmy. Przez łzy w oczach wpatrywałam się w szybko mijające nas drzewa.
       Cała drogę Christian nie odezwał się do mnie ani słowem. Może to i dobrze, ale miałam prawo wiedzieć dokąd jedziemy. Przeniosłam wzrok na niego, teraz w chwili spokoju mogłam się mu chociaż trochę przyglądnąć, a przynajmniej tej jego części, którą można było dostrzec miedzy zagłówkiem a oparciem siedzenia.
         Miał na sobie czarny podkoszulek na szerokich ramiączkach, wiec w ciszy mogłam podziwiać jego szerokie ramiona. Był bardzo dobrze zbudowany co oczywiście przekładało się na niezwykłą siłę.
         Poruszył się, żeby włączyć radio. Długą ciszę przerwała piosenka ,,Stay with me" Sama Smith'a. Piękne, powolne nuty zaczęły rozpływać się w przestrzeni. Christian wrócił do pozycji, w której trzymał kierownicę obiema rękami. Z jednego ramienia ramiączko nieco mu się obsunęło i zauważyłam coś dziwnego, co zdawało się przebiegać przez całą długość jego pleców. Na początku sądziłam, że to jakiś tatuaż, ale przyjrzawszy się lepiej okazało się, że jest to paskudna blizna, po na pewno głębokiej ranie. Zrobiłam wielkie oczy. Ciekawe co się stało, czy to jakaś pamiątka po wydarzeniach z dzieciństwa?
       Z każdą sekundą, w której przyglądałam się fakturze wgłębień i wybrzuszeń na jego skórze, coraz bardziej mnie to przyciągało. Nie potrafię opisać tego uczucia. Podniosłam związane ręce i zaczęłam je wyciągać w kierunku biegnących w dół szram. Nie wiem czemu to robiłam, miałam wrażenie, że w momencie, w którym jej dotknę, otrzymam odpowiedzi na wszystkie dręczące mnie pytania. Moje dłonie od skóry Christiana dzielił już centymetr, gdy nagle pochylił się przez co jego plecy przestały być w moim zasięgu. Popatrzyłam do lusterka wstecznego i widząc zimne, przeszywające mnie spojrzenie Christiana natychmiast się opanowałam. Co ja w ogóle chciałam zrobić? Ostatnio zadziwiam sama siebie.
    -Nie zapędziłaś się zbytnio? - Burknął na mnie wściekłym głosem. - Nigdy nie dotykaj moich blizn, rozumiesz?! Naucz się trzymać ręce przy sobie bo inaczej je połamię.
       Przyglądałam się odbiciu jego oczu w lusterku. Nie zrobiłby tego, prawda?! Prawda?
Z każdą chwilą coraz bardziej wątpiłam w to, czy ten psychopata da mi żyć. Musiałam uzyskać od niego jakieś odpowiedzi. W końcu po dwóch już godzinach milczenia, słabym, przerywanym głosem powiedziałam:
     -Co zamierzasz ze mną zrobić? - Słysząc moje pytanie zaczął się cicho śmiać
     -Mówiłem ci już, że wszystko zależy od ciebie. Jeśli tak łapczywie chcesz zaspokoić ciekawość to powiem ci, że za jakieś piętnaście minut dojedziemy do twojego nowego domu, wiezienia, azylu... nazwij to jak chcesz. Mam tam już czekający na ciebie od kilku dni pokój, w którym spokojnie usiądziesz, ja zrobię nam ciepłej herbatki a potem odpowiem na dręczące cię pytania. Pasuje?
     W odpowiedzi pokiwałam głową. Pominę już, że na dźwięk słów ,,czekający na ciebię od kilku dni pokój" moje serce stanęło, wyskoczyło z piersi i powoli umiera teraz leżąc na siedzeniu obok mnie.
     Miałam jeszcze kilka chwil, żeby przemyśleć to, w jaki sposób moi bliscy dowiedzą się o tym wszystkim. Biorąc pod uwagę fakt, że mój pokój po histerii (którą wyprawiłam po dowiedzeniu się o śmierci Christiana), wygląda jak po napaści, policja pewnie stwierdzi, że ktoś się wkradł do naszego domu, by go okraść. Powiedzą, ze byłam w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze.

     -Jesteśmy na miejscu. - Wyrwał mnie z zamyślenia.
     Wyjrzałam przez okno samochodu. Staliśmy na parkingu przy jednym z bliźniaczych domów. Był dosyć mały i wyglądał na opuszczony. Ogród był niezadbany, na ganku leżało pełno starych doniczek, miotła i różnego rodzaju narzędzia budowlane. Okna były zabite deskami, a drewniana brama wjazdowa była złamana w kilku miejscach i jej fragmenty leżały porozrzucane na trawniku.
Christian wysiadł właśnie z samochodu i podszedł by otworzyć mi drzwi. Złapał mnie za związane z przodu ręce i pociągnął, pomagając mi w ten sposób wstać. Stałam w miejscu i nie wiedziałam co dalej. Zamurowało mnie.
     -Spokojnie- powiedział Christian – będzie dobrze, pamiętaj wszystko w twoich rękach.
   Rety cóż za miła odmiana mojego oprawcy. Wziął mnie znowu za ręce i poprowadził przez chodnik i po schody prowadzące do drzwi. Christian zaczął szukać w kieszeniach kluczy a ja uświadomiłam sobie, że zaraz przekroczę próg tego domu i nie mam pojęcia co się dalej będzie ze mną działo.
      Przekraczam ramę drzwi z nadzieją, że kiedyś jeszcze zobaczę moją mamę, John'a i Nicol.

     Stoję za progiem i mam wrażenie, że teleportowałam się w zupełnie inną czasoprzestrzeń. Dom wewnątrz jest czysty, zadbany i bardzo nowoczesny. Jestem w szoku. Wciągnęłam nosem powietrze i poczułam mocny zapach lawendy zmieszanej z wanilią. Popatrzyłam zdumiona na Christiana, a on tylko się uśmiechnął. Poprowadził mnie przez krótki korytarz, po drodze mijaliśmy ogromny salon, w którym stała rozłożysta sofa z czerwonej skóry. Czy to jest jakiś sen?! Komuś bardzo zależało, żeby ten dom na zewnątrz wyglądał na opuszczony.
     Stanęliśmy teraz przed zamkniętymi drzwiami. Smutnym wzrokiem spojrzałam na Christiana.
     -Czy to tutaj? - zapytałam.
    -Tak, mam nadzieję, że ci się spodoba. - Co? Rety, on potrafi być miły? Pewnie to tylko pozory, muszę być czujna, nie wiadomo kiedy zły, władczy oprawca powróci.
      Powoli przekręca gałkę przy drzwiach i lekko je uchyla. Gestem ręki pokazuje mi, że mogę wejść pierwsza. Popycham nogą drzwi by otworzyć je na oścież i po raz kolejny dzisiaj, zabrakło mi słów.
    Stałam przed pokojem jak z baśni. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to ogromne, wysokie, fioletowe łóżko z filarami, wokół których były oplecione lampki, a nad puchową pościelą wisiał rozpięty baldachim o lawendowym kolorze. Obok stała szafa zrobiona na moje oko z mahoniu i z tego samego drewna biurko, na którym stało radio.
      -Czy to mój pokój?
      -Tak, podoba ci się?
     -Jest niesamowity!- weszłam do pokoju i pierwsze oczywiście co zrobiłam to skoczyłam na łóżko. Okazało się niezwykle wygodne, mogłabym spędzić w nim lata. Usiadłam na jego krawędzi i spojrzałam na patrzącego się na mnie, uśmiechniętego Christiana. O co chodzi skąd ta zmiana charakteru? Nic już teraz nie trzyma się całości.
      Podszedł powoli i stanął nade mną. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niego... scyzoryk. Zamarłam. Zaczęłam szybko odsuwać się od niego, co on chciał mi zrobić?!
        -Spokojnie, nie bój się. Daj mi sobie pomóc. - wskazał drugą ręką na moje nadal związane dłonie. Zupełnie o nich zapomniałam. Wyciągnęłam ku niemu ręce, a on kilkoma szybkimi ruchami przeciął więzy. Zaczęłam rozmasowywać nadgarstki, odbiły się na nich czerwone ślady po sznurze. Zrobiłam skrzywioną minę.
       -Przepraszam za to. - Popatrzyłam na niego i wydawał się na prawdę zasmucony faktem, że stała mi się krzywda.
       -Czy jesteś tą samą osobą, która pół godziny temu powiedziała, że połamie mi ręce? - Zaśmiał się.
     -Tak to ja. Wbrew pozorom potrafię być miły i troskliwy. Jeśli będziesz robiła to co chce, będziemy żyć w zgodzie. - uśmiechnęłam się do niego, zapaliło się dla mnie światełko nadziei. - A teraz, domyślam się, że masz kilka pytań, zadawaj je a ja w trakcie będę po kolei tłumaczyć.
        -Dobrze, zacznijmy wiec...


*********
Tak, wiem xD zabijecie mnie za zakończenie, sorki z góry :D
Mam do was prośbę, moje drogie czytelniczki i czytelnicy. :)
Jak się domyślacie w następnej części będzie wiele wyjaśnień. Rozdział już jest gotowy, jednakże zastanawiałam się, czy wytłumaczyłam w nim wszystko co mogłam wytłumaczyć.
Zadanie domowe dla was: Jakie pytanie zadalibyście Christianowi na miejscu Sky? Co najbardziej was dręczy? :)

Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Polecajcie znajomym,  komentujcie, obserwujcie!  
Kocham,
Pozdrawiam
/Olgi Ta 

niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 8

Hejka moi mili :3 Na wstępie bardzo chciałam wam podziękować za aktywność widoczną pod każdym postem ^^ nawet nie wiecie jak te słowa cieszą :) dzięki nim naprawdę mam ochotę pisać, pisać i jeszcze raz pisać ;) dziękuję, że jesteście.
Serdecznie zapraszam na nowy rozdział!          
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


              -Grzeczna dziewczynka - powtórzył Christian - nie będzie z tobą problemów, prawda? 
          Nie odpowiadałam, mocnym szarpnięciem obrócił mnie tak, żebym mogła popatrzeć mu w oczy. To naprawdę był on! Wpatrywałam się w jego błękitne spojrzenie jak opętana. Chciałam zapytać się o co w tym wszystkim chodzi, ale w momencie gdy próbowałam otworzyć usta, przypomniałam sobie o krępującej mnie taśmie, przez którą mogłam wydawać tylko niezrozumiałe dźwięki. Patrzyłam na niego wściekłym spojrzeniem. 
          -Spokojnie Sky, jeśli zasłużysz i będziesz posłuszna to pozbędziemy się tego. - szelmowsko uśmiechną się do mnie, ta sytuacja wyraźnie go bawiła. Przysięgam, gdyby nie skrępowane ręce, na pewno przywaliłabym mu w twarz. - No już, idziemy stąd. 
             Ciągnął mnie w kierunku czarnego audi z przyciemnianymi szybami, które stało na parkingu szkoły. Dlaczego dopiero teraz je zauważyłam? Stopami starałam się stawiać jakikolwiek opór. Wszystko na próżno. Christian otwierał już tylne drzwi auta, kiedy zza rogu wybiegł jakiś postawny mężczyzna. Facet zauważył nas oraz moje skrępowane ręce.  Patrzył na mnie wybawczym spojrzeniem. Poczułam, że on jest moją jedyną szansą na ratunek. 
                Christian w tym zamieszaniu stracił na chwilę kontrolę, poluzował zacisk swoich dłoni na moich zakneblowanych rękach na tyle, że potrafiłam obrócić się i kolanem wymierzyć mu mocnego kopniaka w krocze. Rety, nie wiedziałam, że mam tyle siły. Mój oprawca zaczął zwijać się z bólu i udało mi się całkowicie wyswobodzić z jego ramion. Z triumfalnym wyrazem twarzy podbiegłam do mojego wybawiciela.
               -Nic ci nie jest? Zrobił ci coś złego?
           Jednym szybkim ruchem oderwał mi taśmę przyklejoną do ust. Odetchnęłam mocno świeżym powietrzem. 
              -Nie, jest okay. Uciekajmy!  
        Mężczyzna wziął mnie za rękę i nawet nie zdążył zrobić kroku w kierunku przeciwnym do zwijającego się z bólu Christiana, gdy ten nagle pojawił się przed nami. Stanęłam jak wryta. Jak on to zrobił? Obróciłam się w drugą stronę, chłopak już stał przede mną. Co się dzieje? Teleportuje się, czy jak? Patrzyłam na niego z przerażeniem w oczach, a on tylko uśmiechnął się szyderczo tak jak wcześniej. 
         Tym razem moje ręce były wolne. Nie zastanawiając się długo (czego potem bardzo żałowałam) uderzyłam go w policzek. Moja ręka zapłonęła, auuu!! Ten cios bardziej zabolał mnie niż jego, lecz Christian spojrzał tylko na mnie, przyłożył lewą rękę do policzka, na którym tworzyło się czerwone odbicie mojej dłoni i zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować... oddał mi cios. 
        Pod wpływem siły wypływającej spod jego dłoni upadłam na ziemię. Zakręciło mi się lekko w głowie. Zajęło mi chwilę żeby się pozbierać, ale podniosłam sie lekko i poddańczo spojrzałam na patrzącego się teraz na nieznajomego mężczyznę Christiana. 
            - Nigdy nie widziałeś tego co tu się wydarzyło. Zapomnij o tym. Idź do domu. - Nie tracąc kontaktu wzrokowego mężczyzna minimalnie kiwną głową i po prostu odszedł. Moja jedyna szansa na ratunek, zostawiła mnie. 
             Przeniosłam wzrok ponownie na Christiana. Jak on to zrobił? Znają się? Nie to bez sensu. Co się przed chwilą wydarzyło?! 
            
            To był zły sen, co nie? Spokojnie Sky. Zaraz obudzisz się w swoim cieplutkim łóżku.
             Zacisnęłam z całej siły powieki. Tak bardzo chciałam, żeby to okazało się być snem. 
Otworzyłam oczy i nadal leżąc na ziemi, przez łzy spojrzałam na klęczącego teraz przede mną Christiana. 
             -Proszę, proszę. Ktoś tu był niegrzeczny, co mam teraz z tobą zrobić? 
       -Wypuść mnie. - Powiedziałam łamiącym się, pełnym pokory głosem. Spuściłam głowę i wpatrywałam się w jego dłonie, które teraz złożył jak do modlitwy. 
             -O nie, nie ma szans. Pytam się, jak mam cię ukarać za to co przed chwilą zrobiłaś. 
             
           Przerażona zaczęłam płakać, po co mi to wszytko było? Dlaczego w szkole go nie unikałam? Teraz już na wszystko za późno. Przed oczami widziałam mamę i brata, którzy płaczą gdy policja znajdzie moje martwe ciało w lesie. Byłam tego pewna, Christian nie pozwoli mi żyć, nie po tym co widziałam i co wiem. 
             Christian ponownie uderzył mnie w głowę. Wyobraziłam sobie słodkie brązowe oczy mojego brata i jego pyzate policzki. Śmiał się jak zwykle po wygranym meczu. Już nigdy miałabym nie usłyszeć tego pięknego dźwięku? O nie. Nie poddam się. Zrobię to dla niego,  przeżyję.
            
              -Wybacz, źle zrobiłam. - Powiedziałam i powolutku podniosłam głowę by spojrzeć ponownie w jego oczy. - Przyrzekam, że to się więcej nie powtórzy.  
         -Kara i tak cię za to spotka, poczekam jedynie na odpowiedni moment. Teraz chodź, pojedziemy w pewnie miejsce, gdzie spędzisz kolejne tygodnie, miesiące,  może nawet lata.. Wszystko zależy od ciebie i od twojego oślego uporu. Mi się nigdzie nie śpieszy. Rozumiemy się? 
                Przełknęłam gulę tkwiącą w moim gardle i powiedziałam:
              -Tak jest, co tylko zechcesz. 
             

wtorek, 18 listopada 2014

Rozdział 7

 Hejjo! Witam Was bardzo serdecznie :3 
Czytajcie, komentujcie, obserwujcie <3     
muzyka
~~~~~~~~~~~~~~~~~

           

           Zakręciło mi sie w głowie. Chyba sie przesłyszałam prawda!? To niemożliwe! Cała sala wiruje, brakuje mi powietrza. Co się przed sekundą wydarzyło? Co z Christianem?! 



***

        -Halo! Słyszysz mnie? - obudziło mnie ostre światło pochodzące z jakiegoś przedmiotu w rękach pani pielęgniarki. 
         -Mmm co się stało? - powiedziałam niepewnym, złamanym głosem. Zabierz to sprzed moich oczu! 
        -Przez nagły przypływ emocji zemdlałaś, twój nauczyciel powiedział mi co się stało. Bardzo mi przykro, musiał cię coś łączyć z tym chłopakiem.
         -Tak - powiedziałam zanim pomyślałam - yyyy to znaczy nie, praktycznie się nie znaliśmy. 
         Kobieta popatrzyła na mnie z przymrużonym spojrzeniem, ale nie pytała dalej.
         -Powinnaś iść do domu, odpocząć, ma kto po ciebie przyjechać?
       -Nie, ale dziękuję za troskę, mam niedaleko, przejdę się. - uśmiechnęłam się najzdrowiej jak tylko potrafiłam i chyba podziałało.
       -No dobrze, w takim razie możesz już iść, wypiszę ci zwolnienie z lekcji. W razie ponownych zawrotów głowy po prostu usiądź i głęboko oddychaj. 
         -Dobrze, bardzo pani dziękuję za pomoc. - Pielęgniarka uśmiechnęła się do mnie w odpowiedzi. Zabrałam swój plecak, który leżał przy łóżku i bezszelestnie wyszłam z gabinetu.

        Do domu miałam jakieś 10 minut. Pokonałam go w zupełnym bezprzemyśleniowym stanie, wyłączyłam się. Dopiero gdy już położyłam się w swoim ukochanym łóżku, dotarło do mnie to co się stało. Christian nie żyje. Jak na zawołanie z oczu popłynęły łzy pełne żalu. Nie wiem dlaczego, tak na to reaguję, ten chłopak, był potworem. Omal mnie nie zabił a ja płaczę z powodu jego śmierci?! To wszystko nie trzymało się całości, przez co jeszcze bardziej czułam mętlik i chaos w głowie. 
          ,,(...)dowodu na istnienie kogoś piękniejszego od ciebie" - przypomniały mi się jego słowa z naszego pierwszego spotkania na dyskotece szkolnej. 
           ,,Kim ty do cholery jesteś" - zapytałam go po zobaczeniu jego niekompletnych akt. Do dzisiaj nie wiem o co chodziło i jeszcze ten artykuł o zaginionym dziecku. 
         Teraz łzy zaczęły płynąć mi strumieniami. Wstałam z łóżka, i zaczęłam chodzić po pokoju by rozładować emocje. Ten natłok mysli mnie dobijał. Wzięłam poduszkę i zaczęłam uderzać nią mocno o ścianę. Chwyciłam światełka wiszące dla ozdoby nad moim łóżkiem i jednym ruchem je zerwałam. Przeszłam teraz do szafy, krzycząc i płacząc wyrzucałam wszystkie ubrania z półek. Brałam je potem w garść i uderzałam pięścią o podłogę. Siedząc na kolanach zwinęłam się w kłębek i po kolejnych minutach rozpaczy... uspokoiłam się. Leżałam na ziemi i wpatrywałam się w kant łóżka. Spędziłabym pewnie w takiej pozycji kilka godzin, ale nagle wystraszył mnie dźwięk nadchodzącego połączenia.
          Wstałam aby odebrać i w momencie gdy chciałam nacisnąć zieloną słuchawkę, rozmowa została przerwana. Spoglądam na rejestr połączeń i sprawdzam ostatni numer na liście. Ja znam ten numer. To jest ten sam, który napisał mi SMS. Właśnie! Patrzę na zegarek. Jest 19.36. 
             


***

           Byłam już prawie pod szkołą. Nie wiem co mnie podkusiło, żeby pójść sprawdzić kto napisał wtedy do mnie. Może to zwykła pomyłka?
             O 19.58 siedzę pod wejściem do budynku i niecierpliwie wypatruję czy ktoś nie nadchodzi. Kręce cały czas głową to w lewo, to w prawo, ale zupełnie nikogo nie ma. 
              W tedy poczułam jak ktoś dotyka mojego ramienia i trzyma mnie za nie. Chciałam odwrócić spojrzenie w jego stronę i powiedzieć, że dam się nie straszy, ale nagle ta osoba mocno przycisnęła swoją dłoń do moich warg. Przerażona próbowałam krzyczeć, lecz na próżno. Miałam zaklejone usta. 
           Zaczęłam panikować, oprawca chwycił mnie z tyłu za nadgarstki i zaczął obwiązywać je czymś twardym. Próbowałam kopnąć go w nogę by się wyswobodzić, ale na próżno bo był znacznie silniejszy ode mnie.  Myśl Sky, myśl! Co zrobić?! Szamotałam sie ze wszystkich sił, ale po każdym ruchu czułam tylko mocno uwierąjący mnie sznurek. Zaczęłam rozglądać się po ulicy, było zbyt ciemno żeby ktokolwiek mógł nas dostrzec. Straciłam nadzieję, poddałam się. Nie miałam już sił na walkę. Oprawca poczuł moją słabość i jednym energicznym ruchem przyciągną mnie do siebie. Przyłożył swoje usta do mojego ucha i szepcząc powiedział:
           -Grzeczna dziewczynka. - Ja znałam ten głos! Christian (...)



środa, 12 listopada 2014

Rozdział 6


tik - tak
tik - tak
tik - tak
tik - tak

      Zegar nieubłaganie odmierzał czas, który pozostał do końca tego dnia. Była 18, moja mama niedługo powinna przyjechać do domu po meczu John'a. Nie mogą zobaczyć mnie zapłakanej i spanikowanej. 
          - Ten artykuł nie dotyczył jego, to był ktoś inny. - mówię do siebie. Wstaję z łóżka, sprzątam leżące wokoło mokre chusteczki i schodzę do kuchni by przygotować kolację dla rodzinki. Przynajmniej na trochę zajmę myśli...
          
        Tosty właśnie się upiekły gdy na podjazd dojechał nasz samochód. John wyskoczył z niego energicznie i pobiegł pod drzwi. Świetnie, pewnie wygrali mecz.
           - Sky!!!! - zaczął od progu krzyczeć mój młodszy braciszek. - Strzeliłem dzisiaj dwa gole!
          -Gratulacje. Jestem z ciebie dumna, głodny? - pokazałam na jego ulubioną przekąskę i aż mu się oczy zaświeciły. - Smacznego, ale najpierw umyj ręce. - Natychmiast pobiegł do łazienki.
           -Cześć kochanie. - powiedziała mama ze śmiechem na ustach. Spojrzała na moje podpuchnięte od płaczu oczy i chyba się zaniepokoiła. - Czy coś się stało? - Przed nią nie dało się niczego ukryć, dobrze o tym wiem. 
       -Nic takiego, oglądałam dramat i na końcu się popłakałam. - uśmiechnęłam się na potwierdzenie, że wszytko jest okay.
         - Na pewno? Skarbie, wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć, prawda? - Ta jej wkurzająca nadopiekuńczość. 
         - Tak. - powiedziałam przez nieco zaciśnięte zęby, co dało jej do myślenia. Spojrzałyśmy na siebie, po czym odpuściła. - Jesteś może głodna?


***


        Kolejnego dnia obudził mnie budzik, grający zawsze tą samą piosenkę: ,,Run to the hills". Chyba po raz pierwszy ten kawałek zadziałał ma mnie negatywnie, trzeba będzie go wreszcie zmienić. Wstałam z łóżka, zrobiłam standardową serię przeciągnięć, aby obudzić mięśnie i na palcach (by nie obudzić Johna) poszłam do łazienki. 
       Oczywiście wyglądałam jak siedem nieszczęść. Jeszcze parę tygodni temu pewnie w ogóle bym sie tym nie przejęła, ale myśl, że będę dzisiaj miała lekcję z Christianem jednocześnie przeraziła mnie i nakłoniła do wykonania makijażu i bardzo dokładnego rozczesania włosów. 


       Drogę do szkoły pokonałam całkiem sprawnie, bez żadnych praktycznie kłopotów. Dochodząc pod budynek miałam jeszcze 30 minut do początku pierwszej lekcji. Postanowiłam wyciągnąć książkę do biologii i udawać, że się uczę na wypadek niechcianych i skorych do rozmowy przechodniów.

       Usłyszałam jakiś szelest. Podniosłam głowę znad książki i zaczęłam obserwować. Ktoś chyba stał za rogiem korytarza. Nie wydając żadnego dźwięku wstałam z ławki, na której siedziałam i zaczęłam po cichu podchodzić do tej osoby. Będąc coraz bliżej mogłam usłyszeć już jej przyspieszony oddech. 


      -Buuuuuuuu! - wyszłam z siebie i stanęłam obok. Nicole widząc moją przestraszoną minę zaczęła śmiać się ze mnie. W końcu opanowałam się i razem rechotałyśmy na środku korytarza.

      -Cholera jasna, kochana błagam cie. NIGDY WIĘCEJ TEGO NIE RÓB! - krzyknęłam jej prosto do ucha w ramach rewanżu. 
      -Ha! okay. Niech ci świeci. - uśmiechnęła się do mnie - Co tam u ciebie koleżanko?
 
     Czar zapomnienia prysnął w jednej chwili. Może stwierdzicie, że za bardzo histeryzuję,ale łzy stanęły mi w oczach na wspomnienie ostatnich dni. 
       -O boże! Sky! Co się stało?! 
       -Nic, nic. - rozkleiłam się. Nicole przestała pytać, przytuliła mnie tylko i wreszcie od kilku dni poczułam się na swój sposób bezpieczna. 
      -No już otrzyj te łzy. - uśmiechnęła się i rękawem swojej koszulki,złapała płynące po moich policzkach słone krople. - Jeśli to o chłopaka chodzi to pamiętaj, że oni wszyscy są dupkami i nie warto za nich płakać. - Ah, Nicole, gdybyś ty tylko wiedziała.... 


     Pierwsze osoby zaczęły przychodzić do szkoły. Przestałam płakać i przyjęłam bojowy, pozytywny wyraz twarzy. Zadziwiające jak człowiek zmienia się w zależności od otoczenia. 

     Dzwonek wezwał już nas na lekcje. Pierwsza była biologia - moja godzina sądu. Czy Hopeless usiądzie ze mną? Szczerze mówiąc, miałam nadzieję, że to zrobi.


      -Witam droga młodzieży. - Rozpoczął lekcje pan Carter. - Mam wam do przekazania smutne wiadomości.

      Zanim nauczyciel zdążył nam powiedzieć o co chodzi, patrzę na puste krzesło obok mnie. Może się spóźni - mówię do siebie w myślach. W tym momencie mój telefon wibruje na znak przychodzącej wiadomości. Po kryjomu odblokowuję ekran i czytam treść SMS:



BĄDŹ POD SZKOŁĄ O 20.00


   Serio? A podpisać się to nie łaska? Ukradkiem pokazuję Nicole mój telefon w niemym pytaniu, czy to ona do mnie napisała. Kiwa głową zaprzeczająco. Okay, w takim razie to pewnie pomyłka. Usuwam wiadomość bez wahania i wracam do słuchania pana Cartera, który zaczął się dziwnie zachowywać. Oparł się załamany o biurko. Rety, jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. Odchodzi z posady? Eee, nie możliwe, jest za młody. Zaczyna mówić a cała klasa wstrzymuje oddech.
       
      -Wasz kolega z klasy, Christian High... zginął wczoraj wieczorem w wypadku samochodowym.

(...) O nie. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć wszystkim ^^ tak jak obiecywałam rozdział dłuższy od wcześniejszych :)
Obowiązkowo piszcie co sądzicie! ;)
/Olgi Ta




sobota, 1 listopada 2014

Rozdział 5



        Wstałam dzisiaj dosyć wcześnie, od kilku dni miałam niespokojny sen, zawsze taki sam.
Biegłam przez las, czułam że ktoś mnie śledzi. Byłam zagrożona, w pewnym momencie docieram do wysokiego klifu, o który cały czas uderzały fale morza. Zza drzewa wyłania się ciemna postać oprawcy. Nie widzę innego wyjścia, skaczę, topię się,  ginę i tak co noc.
      Wychyliłam głowę spod kołdry, był zimny, deszczowy poranek. Postanowiłam sobie, że cały dzień przesiedzę w domu oglądając ulubiony serial i czytając jakieś babskie pisemka. Dzień odcięcia od rzeczywistości bardzo mi się przyda po ostatnich wydarzeniach. Nie mogłam wyrzucić z pamięci jego morderczego spojrzenia, które mnie przerażało, ale zarazem było w nim cos tajemniczego, uwodzicielskiego. Patrząc na niego miałam wrażenie, że spełnię każdy jego rozkaz. 
       Dlaczego w jego aktach nie było żadnych podstawowych informacji o nim? Ukrywa się? Jaka jest jego przeszłość? Kim jest Christian High? ,,Człowiekiem" - przypomniała mi sie jego odpowiedź, zaśmiałam sie sama do siebie. Wiedziałam, że nie skończy się to dobrze, ale ja po prostu musiałam dowiedzieć się czegoś więcej. Świadoma konsekwencji jakie mogą mnie spotkać, postanowiłam jednak nie odpuszczać.
         Wstałam z łóżka i pomyślałam, że spróbuję poszukać szczęścia w internecie, no bo kto normalny w XXI wieku nie ma konta na zadnym profilu społecznościowym? Odpaliłam mój wiekowy komputer i weszłam na Facebooka. Wpisuję w pole wyszukiwania Christian High - brak wyników; Twitter: brak wyników; Instagram: brak wyników. Zrobiłam zniesmaczoną minę, spodziewałam się tego,ale mimo wszystko miałam nadzieję na choćby źdźbło informacji. Ostatecznym polem manewru była wyszukiwarka Google.
         Wpisuję w nowej karcie: Christian High 1997 r. Naciskam enter i z przerażeniem czytam pierwszy wyświetlony wynik:

Nieszczęście w małym miasteczku, trzy osoby nie żyją.

     Na przedmieściach miasta Van doszło do tragedii. W nocy z 23.09.2001 r. spalił się rodzinny dom państwa High. Zginęli rodzice i ich mała córeczka. Za sprawcę tego smutnego wydarzenia uważa się małego syna państwa High - Christiana. Dziecko zaginęło, gdyby ktoś z Was go zobaczył prosimy o skontaktowanie się z lokalną policją. Poniżej przedstawiamy zdjęcie.

         Przewijam stronę nieco niżej i widzę słodkie niebieskie oczy małego dziecka. Znam skądś to spojrzenie. Jestem prawie pewna. Czytam jeszcze raz artykuł, i ze łzami lecącymi po mych policzkach spoglądam na małego zagubionego chłopca. Czy to możliwe? Sama już nie wiem co z tym zrobić. Chciałam to mam. 



~~~~~~~~
Hej! Hejo! Wróciłam po małej przerwie i musze powiedzieć, że troche wypadłam z wprawy w pisaniu więc piszcie co sądzicie! ;) komentarze motywują więc z góry za nie dzieki :** pa
/Olgi Ta