poniedziałek, 29 września 2014

Rozdział 2

          -Ty chyba nie zamierzasz tak iść ubrana, prawda?!
      -Nicol, proszę cię, nie przesadzaj to tylko szkolna dyskoteka, wielkie mi rzeczy i tak będę podpierać ścianę. - A następnie szybko się ulotnię.
          -Ale może ta ściana też ma jakieś uczucia i nie musisz się o nią opierać w byle jakiej koszulce i jeansach! OCHHHH! -Wiedziałam, że już wpadłam po uszy w kosmetyczne eksperymenty Nicol Valker. Wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do swojego pokoju. Przewróciłam w protestanckim geście oczami. - Od czego by tu zacząć. - powiedziała z szatańskim uśmiechem na twarzy i wzięła się za robotę.

***
          
          Wyglądałam jak dziwka. Serio, Nic tym razem ostro przesadziła. Obcisła koronkowa sukienka ledwo zasłaniająca mój tyłek i do tego wysokie szpilki, na których cudem utrzymywałam równowagę, prezentowały się dosyć wulgarnie. Oczy podkreślone wyrazistą, czarną kredką, plus czerwone usta. Miałam wrażenie, że każdy się na mnie gapi mimo ciemności  panującej na sali, która była całkiem ładnie udekorowana. Samorząd wreszcie się postarał.
          Na środku tańczyła już grupa ludzi, a po kątach rozstawione były stoły z przekąskami i kilka krzeseł, które były już na moje nieszczęście zajęte. Powolnym krokiem podeszłam do ściany, oparłam się i zaczęłam obserwować młodzież pijaną, wyczyniającą głupoty na parkiecie. Oczywiście Nicol już się do nich dołączyła.
           W pewnym momencie mój wzrok natknął się na wpatrującego się we mnie nieznajomego. Skrępowana odwróciłam spojrzenie, ale czułam, że on cały czas na mnie spoględa. Spojrzałam znów, a on nadal patrzył i teraz lekko uniósł kąciki ust. Ten koleś beszczelnie się na mnie gapił!
        Postanowiłam wyjść z sali, ale w momencie gdy oderwałam  się od ściany tajemniczy nieznajomy zaczął do mnie podchodzić. Patrzyłam się na niego jak zahipnotyzowana. Cholera, ależ on był przystojny! Szedł pewnym siebie krokiem, z rękami włożonymi do kieszeni spodni. Włosy zaczesane do góry w bardzo sexownym artystycznym nieładzie. Usta, ach! Od samego patrzenia się na nie mam ochotę je przygryźć! Stanął krok przede mną i ujrzałam najpiękniejsze w świecie niebieskie oczy z gęstymi rzęsami. Obserwowałam go jak skamieniała, zapomniałam gdzie jestem.
          -Halo, umiesz mówić? Zapytałem się jak masz na imię. - Wypowiadając te słowa lekko pochylił się nade mną. Spłynął na mnie jego zapach: połączenie mięty, kawy i prawdopodobnie tytoniu. Nie można było mu się oprzeć. - Jestem Hopeless, a właściwie ,,Hopeless" to moje przezwisko. Ty jesteś Sky, prawda?
               Dopiero dźwięk mojego imienia wybudził mnie z transu.
          -Tak. - powiedziałam skrępowana i przeniosłam wzrok na moje stopy - Potrzebujesz czegoś ode mnie?
          - Tylko dowodu na istnienie istoty piękniejszej od Ciebie, chociaż wątpię żeby ktoś taki istniał.- Kompletnie mnie zamurowało, spojrzałam na niego a on swoimi błękitnymi jak niebo w słoneczny dzień oczami wpatrywał się we mnie. Zupełnie zapomniałam języka w gębie. Cholera, żaden inny facet nigdy tak na mnie nie działał. Co mam teraz zrobić?! 
         -Uważaj na siebie Sky. - Powiedział nieświadomie odpowiadając na pytanie, które zadałam sobie w myślach. Wymówił te słowa tak, jakby to była jego modlitwa, jakby te słowa miały ogromne znaczenie, którego on sam nie potrafił jeszcze odkryć i odszedł. Moje nogi były jak z waty a serce prawie wyskoczyło mi już z piersi. Kim on jest? Skąd znał moje imię? Dlaczego patrząc się na niego miałam ochotę wykonać każdy jego rozkaz, nawet jeśli kazałby mi skoczyć z mostu? Ten koleś jest niebezpieczny - podpowiadało mi sumienie. Muszę trzymać się z dala od niego.

***
 Serdecznie zapraszam do komentowania i obserwowania! 
1 komentarz (nie ważne jakiej treści) to motywacja dla mnie :)
           

środa, 24 września 2014

Rozdział 1

 Rozdział dedykowany mojej przyjaciółce. Dziękuję.
Miłej lektury, zachęcam do komentowania i obserwowania! :) 
***

          -Sky! Kochanie! Obudź się! – Z dołu usłyszałam niewyraźne wołanie mojej mamy. Już długo nie spałam, dzisiaj jest pierwszy dzień szkoły i chciałam wyglądać jakoś porządnie. Po kilku minutach stania przed otwartą szafą zdecydowałam się na czarną, koronkową, dopasowaną sukienkę nad kolana i kremowe buty na obcasie. Ostatni raz rozczesałam swoje niesforne dzisiaj włosy i zeszłam na dół. 
        W kuchni mój młodszy brat jadł miskę płatków zbożowych a mama właśnie przypalała jajecznicę. Cała ona, kompletnie nie umiała gotować ale doceniałam to jak się dla nas stara. Podeszłam do niej i cmoknęłam ją w policzek. 
           -Dzień dobry wszystkim. Przepraszam ale nie jestem głodna. Będę już lecieć bo umówiłam się z Nicol, jej brat nas podwiezie do szkoły.

***

            - ,,Impreza na dobre rozpoczęcie roku. Mnóstwo zabawy, głośna muzyka i noc, której już nigdy w życiu nie zapomnisz! Sobota, 18:00, szkolna hala sportowa.” Och Sky, musimy iść! – Z niezbyt zadowoloną miną spojrzałam na kolorową karteczkę w rękach Nicol.
       - Nie ma takiej opcji! Dobrze wiesz, że nie lubię szkolnych zabaw. – Moja przyjaciółka, zazwyczaj wesoła i uśmiechnięta spojrzała na mnie z błagalną miną słodkiego, małego szczeniaczka. - Chociaż… sama nie wiem. – Zmiękłam. Rozumiałam Nic, ona była moim zupełnym przeciwieństwem. Typowa imprezowiczka, zawsze lubiła jak coś ciekawego się działo, a i na dodatek świetnie tańczyła. Ja za to mam dwie lewe nogi. Nie  było takiej dyskoteki, na której nie podeptałabym komuś palców. Ale ona nie odpuszczała.
-Błagam cie! Ostatnio nie poszłyśmy bo się wykręciłaś bólem głowy! – to fakt – W tym roku bez dyskusji idziesz ze mną i będziemy się dobrze bawiły, jak zawsze. – Powiedziała z uśmiechem na twarzy. Pewnie właśnie sobie wyobraża jak w tańcu, wśród tłumu ludzi poznaje jakiegoś nowego chłopaka. Brunet, ciemne oczy, powyżej 175 cm. Idealnie wyższy od niej. O tak, zdecydowanie jej typ. 
- Ok, niech stracę – zaśmiałam się – pójdziemy, ale wisisz mi małą przysługę. – Nicol wybuchła wielkim ,,HURA!,, objęła mnie i zaczęłyśmy skakać w kółko i śmiać się na cały szkolny korytarz. Dziękowała mi, a ja tylko patrzyłam czy nikt nie przygląda się dwóm tańcującym idiotkom. Za to właśnie uwielbiałam Nic, była najbardziej zakręconą i spontaniczną osobą jaka udało mi się poznać. Świetnie się dogadywałyśmy i miałyśmy podobne upodobania co było niezwykle wygodne. Zawsze mogłam na nią liczyć.

Pierwszy dzień nauki szkolnej potwornie się dłużył. Na każdej lekcji wpatrywałam się w zegarek, który nieubłaganie, powoli odliczał minuty do końca lekcji. Zdawać by się mogło, że z biegiem dnia czas zwalnia, coraz bardziej się dłuży… no ale co poradzić, uroki szkoły. 
Ostatnie minuty były jak wyczekiwanie na pierwszą gwiazdkę w dzień Wigilijny. Wszyscy dramatycznie spoglądali na zegarek w nadziej, że jakaś nadprzyrodzona siła przestawi wskazówki o parę stopni. 
          Pięć…
Cztery…
Trzy…
  Dwa…
DZWONEK! 

       Wszyscy pędem wybiegli z klasy, jakby po opuszczeniu budynku szkoły rozdawano jakieś super nagrody. W sumie to się im nie dziwiłam, zdecydowanie miałam dość nauki jak na jeden dzień.

***

     -Mamo! Wróciłam! – stanęłam w progu i zaczęłam nasłuchiwać. Odliczyłam pięć sekund milczenia i stwierdziłam, ze nikogo nie ma w domu. Gdy weszłam do kuchni zobaczyłam opartą o miskę z owocami kartkę, na której niewyraźnie, pochyłym pismem było napisane:

       Pojechałam odebrać John'a ze szkoły. 
   W lodówce masz wczorajszy obiad  :) 
Kocham, mama  
Poszłam do swojego pokoju, w którym jak zwykle panował bałagan. Na łóżku było pełno rano wyciągniętych ubrań, już za bardzo pomiętych żeby nadawały się do noszenia. Wzięłam je wszystkie i przeniosłam na krzesło obrotowe przy komputerze z którego korzystałam tylko do pisania jakiejś długiej pracy do szkoły. 
         Ludzie, którzy mnie właśnie poznają, zawsze twierdzą, że jestem niezwykle dojrzałą osobą jak na swój wiek i bardzo poukładaną. Ciekawe czy stwierdzili by to samo po zobaczeniu tego syfu. Zaśmiałam się krótko do siebie. Totalna paranoja. 
          Postanowiłam zabrać się za czytanie nowej książki, którą dostałam niedawno na 17 urodziny od mojej mamy. Zapowiadała się całkiem ciekawie, jak z resztą każdy wybrany tytuł przez mamę, doskonale wiedziała, że nie cierpię książek o niesamowitej miłości dwojga młodych ludzi, którzy mimo wielu przeciwieństw losu, chcą być razem i jak zwykle, w cudowny sposób im się to udaje. 
W pewnym momencie przerwałam czytanie, czułam się tak jakby ktoś mnie obserwował. Spanikowana podeszłam do okna. Dokładnie objęłam wzrokiem okolicę, ale nikogo tam nie było... przynajmniej tak mi się  wtedy wydawało. 

sobota, 20 września 2014

Prolog


         Siedzieliśmy niebezpiecznie blisko siebie. Czułam na twarzy każdy jego szybki oddech, słyszałam rytmiczne bicie serca. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że za parę sekund może wydarzyć się to, o czym chciałbym śnić każdej nocy. Christian przybliżał się coraz bardziej. Teraz moje czoło głaskała kępka jego rozczochranych, blond włosów. Wyraźnie widziałam jego piękne niebieskie oczy, z krótkimi rzęsami i małymi sinymi cieniami. Nie mogłam opanować uczuć jakie się we mnie tliły od miesięcy. W końcu zamknęłam oczy i w tedy... Delikatnie musnął swoimi ustami moje wargi. Przez moje ciało przebiegł fala ciepła. Zapomniałam w tedy o wszystkim. Odurzona tą krótką chwilą dopiero po kilku sekundach przypomniałam sobie, ze powinnam zacząć oddychać, nie mówiąc już o otwarciu oczu.Gdy już sie na to zdobyłam, zobaczyłam jak Christian siedzi blisko mnie i uśmiecha się, a na policzkach można było dostrzec lekkie rumieńce. To wszystko trwało zaledwie minutę, ale było piękniejsze niż tysiąc snów.



Zapraszam na kontynuację opowiadania już wkrótce!