niedziela, 14 grudnia 2014

Rozdział 11

     muzyka


      Cały dzień leżałam w łóżku, na zmianę płacząc albo śpiąc. Pewnie spędziłabym w ten sposób jeszcze kilka godzin, ale była już 16 i mój brzuch zaczął wydawać niekontrolowane dźwięki. Zgłodniałam, nie jadłam nic odkąd tu się znalazłam, a wiec już drugi dzień. Przez cały ten czas Christian ani razu nawet nie sprawdził czy żyję. Był aż tak pewny, że nie potrafiłabym się poddać? Czy on w ogóle jest w domu?
            Ponownie zaburczało mi w brzuchu.
        -Dobra Sky - zaczęłam mówić do siebie - obiecałaś sobie, że przeżyjesz, a żeby tego dokonać trzeba przyjmować jakiś pokarm.
Podniosłam głowę z przemoczonej poduszki, wstałam z łóżka i postanowiłam wyruszyć na małe kanapkowe polowanie. Najdelikatniej jak tylko potrafiłam, przekręciłam gałkę i uchyliłam drzwi na centymetr, by sprawdzić czy teren jest czysty. Nikogo nie widziałam, zaczęłam nadsłuchiwać. Nic, zupełna cisza, droga wolna.
       Na palcach przeszłam przez korytarz wyłożony brązowym dywanem i znalazłam kuchnię. Podobnie jak reszta domu była bardzo nowoczesna i przytulna. Ciemne ściany, białe meble z przeszklonymi szafkami i wyspa służąca chyba jako stół na środku pomieszczenia. W prawym rogu od strony wejścia stała lodówka. BINGO! Otworzyłam ją i aż rozdziawiłam usta, gdy zobaczyłam ten przepych. Takich składników w życiu nawet na oczy nie widziałam. Cóż, przynajmniej się najem.
            Zaczęłam wybierać coraz to apetyczniej wyglądające rzeczy, gdy...
          -Proszę, proszę ktoś tu nam zgłodniał. - ...usłyszałam ten drwiący ton głosu i z prędkością światła zamknęłam lodówkę pozostawiając w niej wszystkie smakołyki. Stałam do niego plecami i bałam się odwrócić. Mój oddech przyśpieszył, a ręce oparte o uchwyt lodówki zaczęły drżeć.
           Wystraszona przełknęłam głośno ślinę.
          Christian powoli, krok za krokiem, zmierzał w moim kierunku. Był teraz tuż za mną, poczułam jak kładzie mi dłoń na ramieniu. Miałam wrażenie, że w miejscu zetknięcia się naszych ciał przepływa prąd.
              -Pozwól, że ja coś ci przyrządzę.
Uniosłam nieco głowę na dźwięk jego słów. Ten facet nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Powoli odwróciłam się i spojrzałam na niego. Był uśmiechnięty, a jego ostre zazwyczaj rysy złagodniały.
           -Przysięgam, że nie będę starał się ciebie otruć. - Powiedział po czym puścił do mnie oczko. Mrugnęłam zszokowana kilka razy. Świetnie, mam omamy z głodu, prawda? - Zaufaj mi, jestem świetnym kucharzem.
      ,,Zaufaj mi" - mamy zwycięzcę w kategorii kawał roku – pomyślałam i na szczęście ugryzłam się w język zanim te słowa wypadły mi z ust.
Zacisnął mocniej dłoń, która nadal znajdowała się na moim ramieniu i poprowadził mnie na jedno z krzeseł stojących przy wyspie. Usiadłam powoli nadal trzęsąc się ze strachu przed nim.
        -Język sobie odcięłaś? Zazwyczaj nie możesz zamilknąć. Chyba cię trochę onieśmielam, co nie?
          -Bardzo śmieszne. - Powiedziałam niepewnie, patrząc jak Christian śmieje się ze mnie. Był bardzo wyluzowany.
          -Cholera, jednak potrafisz mówić, szkoda. - No dobra, to mu akurat wyszło. Uśmiechnęłam się i cichutko zaśmiałam. - Wiesz, że masz słodkie dołeczki w policzkach gdy się śmiejesz?
         Natychmiast zamilkłam. Dlaczego on tak na mnie działa? Jednego dnia go nienawidzę, mam ochotę zabić i uciec, a drugiego mam wrażenie jakbyśmy byli starymi, dobrymi przyjaciółmi.

       ON UDAJE! - Podpowiadało mi sumienie. - SPRAWI, ŻE POCZUJESZ SIĘ SWOBODNIE I ZAATAKUJE.
Muszę się wziąć w garść.

     -Na co masz ochotę? Mów śmiało, wiem że jesteś wegetarianką więc co powiesz na sałatkę ważywną z jakimś dobrym sosem?
          -Tak, bardzo chętnie. - Powiedziałam i odwzajemniłam jego uśmiech.
Christian podszedł do lodówki i po kolei wyciągał z niej składniki. Miałam okazję by z bezpiecznej odległości przyglądnąć się jego zwinnym ruchom i wyglądowi. Dzisiaj miał na sobie czarny dopasowany T-shirt, który podkreślał jego umięśnioną sylwetkę oraz sexownie na nim wygladające jasne jeansy. Włosy jak zawsze ułożone w pasujacy do niego artystyczny nieład. Cholera... spojrzałam teraz na swój strój. W tedy, gdy pobiegłam pod szkołę miałam na sobie spodnie dresowe i zwykły, nieco rozciagnięty podkoszulek. Niestety teraz T-shirt był przemoczony łzami, a spodnie chyba utytłane ziemią. Przydałby mi się także prysznic. Musiałam się tak zmasakrować gdy upadłam po uderzeniu Christiana. Zapiekł mnie policzek, doskonale to pamietam.
       Podszedł teraz do palników i zaczął podsmażać warzywa na patelni. W kuchni uniósł się miły dla zmysłów zapach, a mój brzuch ponownie zaalarmował.
          -Powiesz coś, czy tylko będziesz się gapić na mój zgrabny tyłek? - Mimo, że go nie widziałam wiedziałam, że szczerzy się teraz w zwycięskim uśmiechu.
          -Masz sporą plamę na lewym pośladku. - Zażartowałam, a Christian chyba mi uwierzył, bo gwałtownie zaczął się wykręcać by spojrzeć na miejsce, które mu wskazałam. Wiedząc już, że żartowałam zerknął na mnie wściekłym wzrokiem. Ups... chyba trochę przegięłam. Patrzył na mnie nieprzerwanie, a ja przygryzłam nieco wargi i spojrzałam na jego usta, których kąciki uniosły się. Zaczęliśmy się razem śmiać, miałam wrażenie, że znamy się od zawsze. Prawda niestety jest inna...
             Nie chciałam znowu tkwić w niezręcznej ciszy, wiec zapytałam:
            -Do kogo należy ten dom? I o co chodzi z jego zewnętrznym wyglądem?
Christian przerwał na ułamek sekundy krojenie papryki, zastanowił się i powiedział:
         -Budynek jest chroniony urokiem, wykonanym przez mojego kuzyna. Nie chcemy by jacyś obcy się tu pałetali, więc sprawiamy by wygladał na dawno opuszczonyLudzie boją się tu podchodzić. Okolica wygląda trochę jak z horroru, nie uważasz? Tak na prawdę, to ten dom jest nowiutki, wybudowany jakieś dwa lata temu.
          -Rozumiem, - powiedziałam, chociarz wydawało mi się to trochę bez sensu. Chyba nigdy do końca nie zrozumiem ich intencji. - a ten twój kuzyn, gdzie on teraz jest?
        -Tomas? Obecnie chyba gdzieś we Francji. Wybrali się ze swoją żoną na długi miesiąc miodowy.
O, no proszę, ktoś z jego rodziny jednak ma serce, które można pokochać.
            -Czy on też jest.... no wiesz...
          -Upadłym aniołem? Tak jest, bycie aniołem zapisane jest w genach, tacy się już urodziliśmy. Jego dziewczyna Nora jest człowiekiem. Poznali się jakieś trzy lata temu, na początku świetnie się im układało jednak tylko do momentu wyznania prawdy. Dziewczyna na dźwiek słów ,,upadły anioł" zaczynała panikować, bała się Tomasa i próbowała nawet popełnić samobójstwo, gdy on starał się kiedyś do niej zbliżyć. Był załamany, bardzo ją kochał, a ona nie chciała na niego patrzeć. - Przerwał na moment by spojrzeć na mnie. Słuchałam jego słów jak zaklęta.
            -Nie mógł jej zahipnotyzować?
         -Owszem mógł, ale obiecał sobie kiedyś, że nigdy nie będzie manipulował osobą którą kocha, a mój brat ma honor i obietnicy nigdy nie łamie.
             -Co było dalej?
            -Po kilku miesiącach rozłąki Nora zrozumiała, że kocha go bez względu na wszystko, spotkali się i już nie rozstali.
              -Człowiek z upadłym aniołem? - powiedziałam zaskoczona.
             -Nie do końca, Nora powiedziała, że chce Przemiany po ich ślubie. Sądzę, że nie bedzie ci dane spotkać jej w ludzkiej postaci.
             Historia jak z babskiego romansidła... piękna i bestia, razem. Mozna było się tego spodziewać. Miedzy mną, a Christianem ponownie przebiegła ta dziwna energia, która nas do siebie przyciągała. Tym razem chyba poczuliśmy to obydwoje bo Christian w zamyśleniu zmarszczył brwi i wrócił do gotowania.

       
       Po kolejnych pięciu minutach milczenia postawił przede mną talerz z apetycznie wyglądającą sałatką, a po następnych dwudziestu mój brzuch był już pełny.
          -Dziękuję. – Powiedziałam do siedzącego na przeciw mnie chłopaka.- To było pyszne.
           -Nie ma sprawy. - Kurcze, bardzo lubię taką wersję Christiana. Dlaczego nie moze być taki zawsze? Te jego zmiany nastroju kiedyś doprowadzą mnie do depresji.
             -Christianie, co będzie jeśli policja mnie znajdzie? - Zaczęłam niepewnie.- W swoim pokoju zostawiłam niezły bałagan i sądzę, że wszyscy będą podejrzewać porwanie. Prędzej czy później tu dotrą.
               -Spokojnie zadbałem o to.
              -Jak to? - Powiedziałam zaskoczona.
            -Posłuchaj mnie Sky, twoja mama i brat... oni już cie nie pamiętają. Byłem tej nocy w twoim domu i dzięki hipnozie wymazałem wszystkie ich wspomnienia związane z tobą.
Co?!


           -Nie masz już do kogo wracać i nikt cie nie będzie szukał. Dla nich nigdy nie istniałaś.


**************************
Cześć wszystkim :)
Chciałam się z Wami podzielić moimi obawami, mianowicie: porównując aktywność pod rozdziałem 9 a 10 nieco się zmartwiłam. Nie przypadł Wam do gustu ostatni fragment? Jeśli tak było to proszę byście pisali mi w komentarzach swoje uwagi, ponieważ liczą się dla mnie każde wskazówki. Jest to mój pierwszy blog, pierwsze opowiadanie i wgl... 
Dobra nie bd się już rozpisywać, rozumiecie o ci mi chodzi xD 
A! i z całego serca dziękuję moim stałym czytelnikom, którzy zawsze szepną mi ciepłe słówka <3 
Pozdrawiam,
/Olgi Ta

niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział 10

 muzyka

           -Dobrze więc... - spojrzałam na jego oczy i szeroki uśmiech, którym mnie obdarzył. Nie rozumiem jego zmiany nastrojów. Niecałe pięć godzin temu przyłożył mi dwukrotnie w twarz i groził, że coś mi zrobi. Nie mogę tracić czujności, mimo wspaniałych (teraz zaciśniętych w wąską linię) ust, nadal był niebezpieczny. Porwał mnie i stara się przyzwyczaić do sytuacji. Uśpi czujność i zaatakuje w najmniej spodziewanym momencie.
        -Co chcesz wiedzieć? - Powiedział wyrywając mnie z zamyślenia. - Nie będę czekać całą wieczność.
     -Obiecaj mi tylko, - zaczęłam niepewnie – że będę mogła zadać każde pytanie bez nieprzyjemnych dla mnie konsekwencji.
        Uśmiechnął się znowu tym swoim szelmowskim uśmiechem. Gdybym teraz stała, zmiękły by mi kolana. Rety, czemu musisz być tak sexowny?
    -Obiecuję. - odpowiedział i przyjął kamienną minę, która nie zdradzała żadnych emocji. Przygryzłam nieco wargę i zadałam pierwsze pytanie.
        -Dlaczego żyjesz? - Popatrzył się na mnie jak na idiotkę. - Pan Carter, nasz nauczyciel biologii powiedział, że zginąłeś w wypadku samochodowym. Może nie jestem w pełni świadoma tego co sie obecnie wokół mnie dzieje, ale umiem jeszcze rozróżnić umarlaka od żywej osoby.
       -Kazałem mu tak powiedzieć. - Jak to? Nie da się kogoś poprosić o kłamstwo na tak wielką skalę. 
         -Zapłaciłeś mu za to?
         -Nie. Zmusiłem go do tego. - Co? 
      -Jak to?! Co mu zrobiłeś?! - niechcący mocno podniosłam głos. Christian zacisnął dłonie w pięści po czym położył je na swoich kolanach. Kurde, łatwo go wyprowadzić z równowagi. Muszę lepiej dobierać słowa.
         -Nic mu nie zrobiłem. - Powiedział przez zaciśnięte zęby. - Widzisz Sky, problem w tym, że ja nie jestem człowiekiem.
      -Oczywiście, że nie. - Słowa zaczęły wypływać z moich ust zbyt szybko. - Jesteś psychopatą. Porwałeś mnie, ciągle zmieniasz swoje nastawienie. Nie wiadomo co zrobiłeś panu Carterowi i podejrzewam, że podpaliłeś swój dom rodzinny. Zgadzam się, człowiek tak nie robi.
       Christian zerwał się z krzesła na którym siedział i rzucił się z pięścią na mnie. W jego oczach płonęła nienawiść. Pochyliłam sie na łóżku do tyłu, a on przygwoździł mnie swoim ciałem. Wystawiłam do przodu rękę w nadziej, że obroni mnie przed ciosem, zacisnęłam z całych sił powieki i czekałam. Ból jednak nie pojawiał się, na policzku poczułam tylko jego przyspieszony oddech. Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam Christiana leżącego na mnie z uniesioną pięścią, która zatrzymała się  pięć centymetrów przed moją twarzą. Patrzyliśmy na siebie nawzajem, a jakaś tajemnicza siła przyciągała nasze usta coraz mocniej do siebie. Prawie dotknęliśmy się już nosami, gdy Christian zatrzymał się i patrząc na moje przygryzione wargi powiedział:
       -Sky Cooper, jak ty mało o mnie wiesz. - Spojrzał jeszcze raz na moje oczy. Nasze tchnienia stały sie teraz równym rytmem. - Jestem upadłym aniołem. – Wyszeptał w moje usta.
         Christian miał poważny wyraz twarzy. Że co proszę?
        -To żart, tak?
       -Nie. - Gwałtownie wstał z łóżka. Mój oddech się uspokoił. Podniosłam się i wsparłam na łokciach by móc spojrzeć mu w oczy.
        -Ty mówisz prawdę?
        -Dziewczynko, ja nigdy nie kłamię.
Miałam teraz chaos w głowie. Czy on sobie kpi ze mnie?
       -Pozwól, że wszytko wytłumaczę. Siedź spokojnie, staraj się mi nie przerywać i słuchaj uważnie. – Pokiwałam głową.

        -Świat który znasz, jest to tak zwany trzeci wymiar, który został opanowany przez anioły czystej krwi i upadłe anioły. Różnią się one tym, że my mamy - jak podaje historia – ubłagane u diabła specjalne moce, które właściwie już widziałaś. Jesteśmy nadludzko szybcy, silni oraz możemy sprawić, że człowiek wykona każde nasze polecenie. Nazywamy to hipnozą. Właśnie dlatego pan Carter powiedział, że nie żyję a facet, który chciał cię uratować po prostu sobie poszedł. Mogę sprawić, że każdy zrobi to co zechcę, niezależnie od tego czy każę im wyskoczyć przez okno czy kogoś zabić. – Przerwał na moment by sprawdzić moją reakcję. Słuchałam jak zaklęta, nie mogłam uwierzyć w to co do mnie mówi. - Nie martw się, po wykonaniu rozkazu, ludzie nie pamiętają mnie, ani tego co im kazałem zrobić.
        O nie.
        -Czy ty kiedykolwiek mnie zahipnotyzowałeś? - Spojrzał na mnie dosyć zaskoczony.
        -Przysięgam, że nigdy nie kazałem zrobić ci czegoś wbrew twojej woli.
        -Przywiozłeś mnie tutaj wbrew mojej woli. -  Pozwoliłam sobie zauważyć.
        -No tak, do tego przejdziemy później.
        -A co z twoimi bliznami? Domyślam się, że to ma jakiś związek.
       -Bardzo dobrze kombinujesz dziewczynko. – uśmiechnął się do mnie i na potwierdzenie pokiwał głową. Zdziwiona patrzyłam jak wstaje z krzesła, po czym po chwili namysłu, obraca się do mnie tyłem i powolnym ruchem zdejmuje podkoszulek.
        
         Na niezwykle umięśnionych plecach, głębokie szramy układają się w kształt litery V. Nie wierzę własnym oczom. Oszołomiona wstaję i podchodzę bliżej by lepiej  się przyjrzeć. Christian odwraca lekko głowę i widząc jak zbliżam się do niego natychmiast wkłada podkoszulek. Zrobiłam posępną minę, na prawdę chciałam poznać fakturę jego skóry.
            -Jeśli człowiek dotknie moich blizn – umrze. - Powiedział patrząc mi w oczy.
       Przerażona od razu cofnęłam się o parę kroków. Przyłożyłam ze zdumienia dłoń do ust i przypomniałam sobie... cholera, jeśli w tedy w samochodzie… o matko, Christian właściwe uratował mi życie.
          -Nie musisz dziękować. - Powiedział bezczelnie, domyślając się co chodzi mi po głowie.
         -Nie mam za co dziękować – zaczęłam udawać twardzielkę – Dlaczego mnie tutaj przywiozłeś? Czemu akurat mnie? Nic ci nie zrobiłam.
         -Nie wiem czy wiesz, ale jesteś bardzo intrygującą osobą. Na imprezie  niepotrzebnie zwróciłem na ciebie uwagę. Gdybym w tedy nie podszedł, nie zaczęłabyś węszyć, nie poznałabyś moich tajemnic i nie byłoby tej rozmowy. Z dużo wiesz, sama jesteś sobie winna.
      
     Czyli to koniec, tak myślałam. Chcę teraz wiedzieć tylko jedno: jak długo będzie się ze mną bawił?
       -Kiedy planujesz koniec? - powiedziałam do niego drżącym głosem, a do oczu zaczęły napływać mi łzy.
     -Jaki koniec? - zaczął zmniejszać dzielącą nas odległość. Stanął tuż przede mną, podniosłam głowę, żeby spojrzeć mu w oczy.
      -Mój. - Łzy spłynęły mi po policzku. Widząc je Christian uniósł dłoń i wierzchem palca otarł krople.
        -Jeśli nie będziesz tego chciała, nie zabiję cię.
      -Nie? - patrzyliśmy sobie w oczy i znów poczułam to dziwne przyciąganie. Spojrzałam na jego usta. - Jaki wiec mam wybór?
        -Możesz wybrać śmierć lub dołączenie do mnie i stanie się upadłym aniołem.
Co takiego?! Co to za wybór?!
       -Niby jak?! - Co on do cholery chce mi zrobić?! Zaczęłam się od niego odsuwać do momentu uderzenia o ścianę. 
     -Spokojnie, nie panikuj. - Też mi coś! Jak mam nie panikować po usłyszeniu takiego czegoś?! - Po pierwsze, co do blizn nie powiedziałem ci jednej rzeczy. Chodzi o to, że tylko ludzie widzą w tym miejscu szramy, tak na prawdę wyrastają z nich czarne skrzydła. Są one widoczne tylko dla aniołów.
       Patrzyłam się na niego osłupiałym wzrokiem. Skrzydła?
       -I co jeszcze? - Zaczęłam sie śmiać. - Nie wierzę.
Popatrzył na mnie srogim wzrokiem, uniósł na wysokość bioder ręce i na dowód swoich słów po prostu wzleciał nieco ponad ziemię. Zaniemówiłam. Wpatrywałam się w przestrzeń dzielącą jego stopy od podłogi. 
      
         JA ŚNIĘ. TO TYLKO ZŁY SEN. SPOKOJNIE, ZARAZ SIĘ WYBUDZĘ.
       
     Tego było za wiele. Kolana pode mną się ugięły i opadłam ciężko na ziemię. Podkuliłam nogi, oparłam się o ścianę i znowu zaczęłam płakać. Christian widząc to wrócił z powrotem na ziemię i zaczął do mnie podchodzić.
        -Zostaw mnie! - Krzyczałam przez łzy. - Nie zbliżaj się! Jesteś potworem!
    Na dźwięk tego słowa skrzywił nieco usta, zmarszczył brwi i po zastanowieniu powiedział:
      -Owszem jestem, ale daj mi przynajmniej dokończyć, bo planów co do ciebie nie zmienię. - Zaznaczył to ostatnie surowo. - Kontynuując, zginiesz albo weźmiesz udział w procesie Przemiany. Jest on szybki i chciałbym powiedzieć bezbolesny, lecz skłamałbym mówiąc tak. Najpierw wyrywam sobie ze skrzydeł jedno pióro, którym przecinam twoją skórę. Jak już pewnie się domyślasz, tworzę na plecach kształt litery V. Z twoich ran wypłynie błękitna krew, a w miejscu rozcięć zaczną wyrastać białe skrzydła. - Zmienił ton głosu na niższy. Zaczął mówić wyraźnie i powoli. -  Potem wypijesz trochę mojej krwi i  twoje serce przestanie bić. Padniesz martwa przed moimi nogami. - Starałam się spojrzeć na niego lecz łzy w oczach rozmywały mi obraz całego świata. - Spokojnie, po kilku godzinach obudzisz się i będziesz nieco zdezorientowana bo twoje zmysły się wyostrzą. Zostaniesz obdarowana mocami, o których śmiertelnicy czy zwykli aniołowie mogą pomarzyć, a twoje skrzydła przybiorą szatę czerni. Wybór należy do ciebie. Jedno jest pewne: nie dam ci opuścić tego domu jako człowiek.
       
       Powoli układałam sobie w głowie to co mi powiedział. Moje życie tak czy siak dobiegnie końca.
      -W takim razie zginę. Prędzej wyskoczę przez okno niż poddam się Przemianie. - Powiedziałam nadal płacząc. - Nie stanę się potworem.
          -Spokojnie, wszytko przemyślałem. Okna są zabite deskami, w domu nie ma żadnych sznurów, do wszelkich ostrych przedmiotów dostęp mam tylko ja i nie znajdziesz tu także żadnych używek. Wątpię żebyś miała na tyle dość życia, żeby utopić się w wannie czy też w jakiś sposób się udusić. Jedyną twoją opcją jest śmierć naturalna, ale pomyśl: czy nie lepiej odpuścić, oszczędzić nam czasu i dać się przemienić?
           Podniosłam na niego wzrok i przez zaciśnięte zęby powiedziałam:
           -Jesteś psychopatą.
           -Owszem dziewczynko, jestem.




**************************
Cześć moi mili ^^
Z góry przepraszam jeśli w tym rozdziale nie odpowiedziałam na wszystkie pytania, które zadałyście pod poprzednim postem. Postanowiłam, że nie będę na razie odkrywać wszystkich kart Christiana ale spokojnie, dowiecie się tego w swoim czasie. :) 
Standardowo zachęcam do komentowania -> pisania wszelkich uwag, propozycji no i oczywiście momentów, które najbardziej lubicie. :D