niedziela, 14 grudnia 2014

Rozdział 11

     muzyka


      Cały dzień leżałam w łóżku, na zmianę płacząc albo śpiąc. Pewnie spędziłabym w ten sposób jeszcze kilka godzin, ale była już 16 i mój brzuch zaczął wydawać niekontrolowane dźwięki. Zgłodniałam, nie jadłam nic odkąd tu się znalazłam, a wiec już drugi dzień. Przez cały ten czas Christian ani razu nawet nie sprawdził czy żyję. Był aż tak pewny, że nie potrafiłabym się poddać? Czy on w ogóle jest w domu?
            Ponownie zaburczało mi w brzuchu.
        -Dobra Sky - zaczęłam mówić do siebie - obiecałaś sobie, że przeżyjesz, a żeby tego dokonać trzeba przyjmować jakiś pokarm.
Podniosłam głowę z przemoczonej poduszki, wstałam z łóżka i postanowiłam wyruszyć na małe kanapkowe polowanie. Najdelikatniej jak tylko potrafiłam, przekręciłam gałkę i uchyliłam drzwi na centymetr, by sprawdzić czy teren jest czysty. Nikogo nie widziałam, zaczęłam nadsłuchiwać. Nic, zupełna cisza, droga wolna.
       Na palcach przeszłam przez korytarz wyłożony brązowym dywanem i znalazłam kuchnię. Podobnie jak reszta domu była bardzo nowoczesna i przytulna. Ciemne ściany, białe meble z przeszklonymi szafkami i wyspa służąca chyba jako stół na środku pomieszczenia. W prawym rogu od strony wejścia stała lodówka. BINGO! Otworzyłam ją i aż rozdziawiłam usta, gdy zobaczyłam ten przepych. Takich składników w życiu nawet na oczy nie widziałam. Cóż, przynajmniej się najem.
            Zaczęłam wybierać coraz to apetyczniej wyglądające rzeczy, gdy...
          -Proszę, proszę ktoś tu nam zgłodniał. - ...usłyszałam ten drwiący ton głosu i z prędkością światła zamknęłam lodówkę pozostawiając w niej wszystkie smakołyki. Stałam do niego plecami i bałam się odwrócić. Mój oddech przyśpieszył, a ręce oparte o uchwyt lodówki zaczęły drżeć.
           Wystraszona przełknęłam głośno ślinę.
          Christian powoli, krok za krokiem, zmierzał w moim kierunku. Był teraz tuż za mną, poczułam jak kładzie mi dłoń na ramieniu. Miałam wrażenie, że w miejscu zetknięcia się naszych ciał przepływa prąd.
              -Pozwól, że ja coś ci przyrządzę.
Uniosłam nieco głowę na dźwięk jego słów. Ten facet nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Powoli odwróciłam się i spojrzałam na niego. Był uśmiechnięty, a jego ostre zazwyczaj rysy złagodniały.
           -Przysięgam, że nie będę starał się ciebie otruć. - Powiedział po czym puścił do mnie oczko. Mrugnęłam zszokowana kilka razy. Świetnie, mam omamy z głodu, prawda? - Zaufaj mi, jestem świetnym kucharzem.
      ,,Zaufaj mi" - mamy zwycięzcę w kategorii kawał roku – pomyślałam i na szczęście ugryzłam się w język zanim te słowa wypadły mi z ust.
Zacisnął mocniej dłoń, która nadal znajdowała się na moim ramieniu i poprowadził mnie na jedno z krzeseł stojących przy wyspie. Usiadłam powoli nadal trzęsąc się ze strachu przed nim.
        -Język sobie odcięłaś? Zazwyczaj nie możesz zamilknąć. Chyba cię trochę onieśmielam, co nie?
          -Bardzo śmieszne. - Powiedziałam niepewnie, patrząc jak Christian śmieje się ze mnie. Był bardzo wyluzowany.
          -Cholera, jednak potrafisz mówić, szkoda. - No dobra, to mu akurat wyszło. Uśmiechnęłam się i cichutko zaśmiałam. - Wiesz, że masz słodkie dołeczki w policzkach gdy się śmiejesz?
         Natychmiast zamilkłam. Dlaczego on tak na mnie działa? Jednego dnia go nienawidzę, mam ochotę zabić i uciec, a drugiego mam wrażenie jakbyśmy byli starymi, dobrymi przyjaciółmi.

       ON UDAJE! - Podpowiadało mi sumienie. - SPRAWI, ŻE POCZUJESZ SIĘ SWOBODNIE I ZAATAKUJE.
Muszę się wziąć w garść.

     -Na co masz ochotę? Mów śmiało, wiem że jesteś wegetarianką więc co powiesz na sałatkę ważywną z jakimś dobrym sosem?
          -Tak, bardzo chętnie. - Powiedziałam i odwzajemniłam jego uśmiech.
Christian podszedł do lodówki i po kolei wyciągał z niej składniki. Miałam okazję by z bezpiecznej odległości przyglądnąć się jego zwinnym ruchom i wyglądowi. Dzisiaj miał na sobie czarny dopasowany T-shirt, który podkreślał jego umięśnioną sylwetkę oraz sexownie na nim wygladające jasne jeansy. Włosy jak zawsze ułożone w pasujacy do niego artystyczny nieład. Cholera... spojrzałam teraz na swój strój. W tedy, gdy pobiegłam pod szkołę miałam na sobie spodnie dresowe i zwykły, nieco rozciagnięty podkoszulek. Niestety teraz T-shirt był przemoczony łzami, a spodnie chyba utytłane ziemią. Przydałby mi się także prysznic. Musiałam się tak zmasakrować gdy upadłam po uderzeniu Christiana. Zapiekł mnie policzek, doskonale to pamietam.
       Podszedł teraz do palników i zaczął podsmażać warzywa na patelni. W kuchni uniósł się miły dla zmysłów zapach, a mój brzuch ponownie zaalarmował.
          -Powiesz coś, czy tylko będziesz się gapić na mój zgrabny tyłek? - Mimo, że go nie widziałam wiedziałam, że szczerzy się teraz w zwycięskim uśmiechu.
          -Masz sporą plamę na lewym pośladku. - Zażartowałam, a Christian chyba mi uwierzył, bo gwałtownie zaczął się wykręcać by spojrzeć na miejsce, które mu wskazałam. Wiedząc już, że żartowałam zerknął na mnie wściekłym wzrokiem. Ups... chyba trochę przegięłam. Patrzył na mnie nieprzerwanie, a ja przygryzłam nieco wargi i spojrzałam na jego usta, których kąciki uniosły się. Zaczęliśmy się razem śmiać, miałam wrażenie, że znamy się od zawsze. Prawda niestety jest inna...
             Nie chciałam znowu tkwić w niezręcznej ciszy, wiec zapytałam:
            -Do kogo należy ten dom? I o co chodzi z jego zewnętrznym wyglądem?
Christian przerwał na ułamek sekundy krojenie papryki, zastanowił się i powiedział:
         -Budynek jest chroniony urokiem, wykonanym przez mojego kuzyna. Nie chcemy by jacyś obcy się tu pałetali, więc sprawiamy by wygladał na dawno opuszczonyLudzie boją się tu podchodzić. Okolica wygląda trochę jak z horroru, nie uważasz? Tak na prawdę, to ten dom jest nowiutki, wybudowany jakieś dwa lata temu.
          -Rozumiem, - powiedziałam, chociarz wydawało mi się to trochę bez sensu. Chyba nigdy do końca nie zrozumiem ich intencji. - a ten twój kuzyn, gdzie on teraz jest?
        -Tomas? Obecnie chyba gdzieś we Francji. Wybrali się ze swoją żoną na długi miesiąc miodowy.
O, no proszę, ktoś z jego rodziny jednak ma serce, które można pokochać.
            -Czy on też jest.... no wiesz...
          -Upadłym aniołem? Tak jest, bycie aniołem zapisane jest w genach, tacy się już urodziliśmy. Jego dziewczyna Nora jest człowiekiem. Poznali się jakieś trzy lata temu, na początku świetnie się im układało jednak tylko do momentu wyznania prawdy. Dziewczyna na dźwiek słów ,,upadły anioł" zaczynała panikować, bała się Tomasa i próbowała nawet popełnić samobójstwo, gdy on starał się kiedyś do niej zbliżyć. Był załamany, bardzo ją kochał, a ona nie chciała na niego patrzeć. - Przerwał na moment by spojrzeć na mnie. Słuchałam jego słów jak zaklęta.
            -Nie mógł jej zahipnotyzować?
         -Owszem mógł, ale obiecał sobie kiedyś, że nigdy nie będzie manipulował osobą którą kocha, a mój brat ma honor i obietnicy nigdy nie łamie.
             -Co było dalej?
            -Po kilku miesiącach rozłąki Nora zrozumiała, że kocha go bez względu na wszystko, spotkali się i już nie rozstali.
              -Człowiek z upadłym aniołem? - powiedziałam zaskoczona.
             -Nie do końca, Nora powiedziała, że chce Przemiany po ich ślubie. Sądzę, że nie bedzie ci dane spotkać jej w ludzkiej postaci.
             Historia jak z babskiego romansidła... piękna i bestia, razem. Mozna było się tego spodziewać. Miedzy mną, a Christianem ponownie przebiegła ta dziwna energia, która nas do siebie przyciągała. Tym razem chyba poczuliśmy to obydwoje bo Christian w zamyśleniu zmarszczył brwi i wrócił do gotowania.

       
       Po kolejnych pięciu minutach milczenia postawił przede mną talerz z apetycznie wyglądającą sałatką, a po następnych dwudziestu mój brzuch był już pełny.
          -Dziękuję. – Powiedziałam do siedzącego na przeciw mnie chłopaka.- To było pyszne.
           -Nie ma sprawy. - Kurcze, bardzo lubię taką wersję Christiana. Dlaczego nie moze być taki zawsze? Te jego zmiany nastroju kiedyś doprowadzą mnie do depresji.
             -Christianie, co będzie jeśli policja mnie znajdzie? - Zaczęłam niepewnie.- W swoim pokoju zostawiłam niezły bałagan i sądzę, że wszyscy będą podejrzewać porwanie. Prędzej czy później tu dotrą.
               -Spokojnie zadbałem o to.
              -Jak to? - Powiedziałam zaskoczona.
            -Posłuchaj mnie Sky, twoja mama i brat... oni już cie nie pamiętają. Byłem tej nocy w twoim domu i dzięki hipnozie wymazałem wszystkie ich wspomnienia związane z tobą.
Co?!


           -Nie masz już do kogo wracać i nikt cie nie będzie szukał. Dla nich nigdy nie istniałaś.


**************************
Cześć wszystkim :)
Chciałam się z Wami podzielić moimi obawami, mianowicie: porównując aktywność pod rozdziałem 9 a 10 nieco się zmartwiłam. Nie przypadł Wam do gustu ostatni fragment? Jeśli tak było to proszę byście pisali mi w komentarzach swoje uwagi, ponieważ liczą się dla mnie każde wskazówki. Jest to mój pierwszy blog, pierwsze opowiadanie i wgl... 
Dobra nie bd się już rozpisywać, rozumiecie o ci mi chodzi xD 
A! i z całego serca dziękuję moim stałym czytelnikom, którzy zawsze szepną mi ciepłe słówka <3 
Pozdrawiam,
/Olgi Ta

niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział 10

 muzyka

           -Dobrze więc... - spojrzałam na jego oczy i szeroki uśmiech, którym mnie obdarzył. Nie rozumiem jego zmiany nastrojów. Niecałe pięć godzin temu przyłożył mi dwukrotnie w twarz i groził, że coś mi zrobi. Nie mogę tracić czujności, mimo wspaniałych (teraz zaciśniętych w wąską linię) ust, nadal był niebezpieczny. Porwał mnie i stara się przyzwyczaić do sytuacji. Uśpi czujność i zaatakuje w najmniej spodziewanym momencie.
        -Co chcesz wiedzieć? - Powiedział wyrywając mnie z zamyślenia. - Nie będę czekać całą wieczność.
     -Obiecaj mi tylko, - zaczęłam niepewnie – że będę mogła zadać każde pytanie bez nieprzyjemnych dla mnie konsekwencji.
        Uśmiechnął się znowu tym swoim szelmowskim uśmiechem. Gdybym teraz stała, zmiękły by mi kolana. Rety, czemu musisz być tak sexowny?
    -Obiecuję. - odpowiedział i przyjął kamienną minę, która nie zdradzała żadnych emocji. Przygryzłam nieco wargę i zadałam pierwsze pytanie.
        -Dlaczego żyjesz? - Popatrzył się na mnie jak na idiotkę. - Pan Carter, nasz nauczyciel biologii powiedział, że zginąłeś w wypadku samochodowym. Może nie jestem w pełni świadoma tego co sie obecnie wokół mnie dzieje, ale umiem jeszcze rozróżnić umarlaka od żywej osoby.
       -Kazałem mu tak powiedzieć. - Jak to? Nie da się kogoś poprosić o kłamstwo na tak wielką skalę. 
         -Zapłaciłeś mu za to?
         -Nie. Zmusiłem go do tego. - Co? 
      -Jak to?! Co mu zrobiłeś?! - niechcący mocno podniosłam głos. Christian zacisnął dłonie w pięści po czym położył je na swoich kolanach. Kurde, łatwo go wyprowadzić z równowagi. Muszę lepiej dobierać słowa.
         -Nic mu nie zrobiłem. - Powiedział przez zaciśnięte zęby. - Widzisz Sky, problem w tym, że ja nie jestem człowiekiem.
      -Oczywiście, że nie. - Słowa zaczęły wypływać z moich ust zbyt szybko. - Jesteś psychopatą. Porwałeś mnie, ciągle zmieniasz swoje nastawienie. Nie wiadomo co zrobiłeś panu Carterowi i podejrzewam, że podpaliłeś swój dom rodzinny. Zgadzam się, człowiek tak nie robi.
       Christian zerwał się z krzesła na którym siedział i rzucił się z pięścią na mnie. W jego oczach płonęła nienawiść. Pochyliłam sie na łóżku do tyłu, a on przygwoździł mnie swoim ciałem. Wystawiłam do przodu rękę w nadziej, że obroni mnie przed ciosem, zacisnęłam z całych sił powieki i czekałam. Ból jednak nie pojawiał się, na policzku poczułam tylko jego przyspieszony oddech. Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam Christiana leżącego na mnie z uniesioną pięścią, która zatrzymała się  pięć centymetrów przed moją twarzą. Patrzyliśmy na siebie nawzajem, a jakaś tajemnicza siła przyciągała nasze usta coraz mocniej do siebie. Prawie dotknęliśmy się już nosami, gdy Christian zatrzymał się i patrząc na moje przygryzione wargi powiedział:
       -Sky Cooper, jak ty mało o mnie wiesz. - Spojrzał jeszcze raz na moje oczy. Nasze tchnienia stały sie teraz równym rytmem. - Jestem upadłym aniołem. – Wyszeptał w moje usta.
         Christian miał poważny wyraz twarzy. Że co proszę?
        -To żart, tak?
       -Nie. - Gwałtownie wstał z łóżka. Mój oddech się uspokoił. Podniosłam się i wsparłam na łokciach by móc spojrzeć mu w oczy.
        -Ty mówisz prawdę?
        -Dziewczynko, ja nigdy nie kłamię.
Miałam teraz chaos w głowie. Czy on sobie kpi ze mnie?
       -Pozwól, że wszytko wytłumaczę. Siedź spokojnie, staraj się mi nie przerywać i słuchaj uważnie. – Pokiwałam głową.

        -Świat który znasz, jest to tak zwany trzeci wymiar, który został opanowany przez anioły czystej krwi i upadłe anioły. Różnią się one tym, że my mamy - jak podaje historia – ubłagane u diabła specjalne moce, które właściwie już widziałaś. Jesteśmy nadludzko szybcy, silni oraz możemy sprawić, że człowiek wykona każde nasze polecenie. Nazywamy to hipnozą. Właśnie dlatego pan Carter powiedział, że nie żyję a facet, który chciał cię uratować po prostu sobie poszedł. Mogę sprawić, że każdy zrobi to co zechcę, niezależnie od tego czy każę im wyskoczyć przez okno czy kogoś zabić. – Przerwał na moment by sprawdzić moją reakcję. Słuchałam jak zaklęta, nie mogłam uwierzyć w to co do mnie mówi. - Nie martw się, po wykonaniu rozkazu, ludzie nie pamiętają mnie, ani tego co im kazałem zrobić.
        O nie.
        -Czy ty kiedykolwiek mnie zahipnotyzowałeś? - Spojrzał na mnie dosyć zaskoczony.
        -Przysięgam, że nigdy nie kazałem zrobić ci czegoś wbrew twojej woli.
        -Przywiozłeś mnie tutaj wbrew mojej woli. -  Pozwoliłam sobie zauważyć.
        -No tak, do tego przejdziemy później.
        -A co z twoimi bliznami? Domyślam się, że to ma jakiś związek.
       -Bardzo dobrze kombinujesz dziewczynko. – uśmiechnął się do mnie i na potwierdzenie pokiwał głową. Zdziwiona patrzyłam jak wstaje z krzesła, po czym po chwili namysłu, obraca się do mnie tyłem i powolnym ruchem zdejmuje podkoszulek.
        
         Na niezwykle umięśnionych plecach, głębokie szramy układają się w kształt litery V. Nie wierzę własnym oczom. Oszołomiona wstaję i podchodzę bliżej by lepiej  się przyjrzeć. Christian odwraca lekko głowę i widząc jak zbliżam się do niego natychmiast wkłada podkoszulek. Zrobiłam posępną minę, na prawdę chciałam poznać fakturę jego skóry.
            -Jeśli człowiek dotknie moich blizn – umrze. - Powiedział patrząc mi w oczy.
       Przerażona od razu cofnęłam się o parę kroków. Przyłożyłam ze zdumienia dłoń do ust i przypomniałam sobie... cholera, jeśli w tedy w samochodzie… o matko, Christian właściwe uratował mi życie.
          -Nie musisz dziękować. - Powiedział bezczelnie, domyślając się co chodzi mi po głowie.
         -Nie mam za co dziękować – zaczęłam udawać twardzielkę – Dlaczego mnie tutaj przywiozłeś? Czemu akurat mnie? Nic ci nie zrobiłam.
         -Nie wiem czy wiesz, ale jesteś bardzo intrygującą osobą. Na imprezie  niepotrzebnie zwróciłem na ciebie uwagę. Gdybym w tedy nie podszedł, nie zaczęłabyś węszyć, nie poznałabyś moich tajemnic i nie byłoby tej rozmowy. Z dużo wiesz, sama jesteś sobie winna.
      
     Czyli to koniec, tak myślałam. Chcę teraz wiedzieć tylko jedno: jak długo będzie się ze mną bawił?
       -Kiedy planujesz koniec? - powiedziałam do niego drżącym głosem, a do oczu zaczęły napływać mi łzy.
     -Jaki koniec? - zaczął zmniejszać dzielącą nas odległość. Stanął tuż przede mną, podniosłam głowę, żeby spojrzeć mu w oczy.
      -Mój. - Łzy spłynęły mi po policzku. Widząc je Christian uniósł dłoń i wierzchem palca otarł krople.
        -Jeśli nie będziesz tego chciała, nie zabiję cię.
      -Nie? - patrzyliśmy sobie w oczy i znów poczułam to dziwne przyciąganie. Spojrzałam na jego usta. - Jaki wiec mam wybór?
        -Możesz wybrać śmierć lub dołączenie do mnie i stanie się upadłym aniołem.
Co takiego?! Co to za wybór?!
       -Niby jak?! - Co on do cholery chce mi zrobić?! Zaczęłam się od niego odsuwać do momentu uderzenia o ścianę. 
     -Spokojnie, nie panikuj. - Też mi coś! Jak mam nie panikować po usłyszeniu takiego czegoś?! - Po pierwsze, co do blizn nie powiedziałem ci jednej rzeczy. Chodzi o to, że tylko ludzie widzą w tym miejscu szramy, tak na prawdę wyrastają z nich czarne skrzydła. Są one widoczne tylko dla aniołów.
       Patrzyłam się na niego osłupiałym wzrokiem. Skrzydła?
       -I co jeszcze? - Zaczęłam sie śmiać. - Nie wierzę.
Popatrzył na mnie srogim wzrokiem, uniósł na wysokość bioder ręce i na dowód swoich słów po prostu wzleciał nieco ponad ziemię. Zaniemówiłam. Wpatrywałam się w przestrzeń dzielącą jego stopy od podłogi. 
      
         JA ŚNIĘ. TO TYLKO ZŁY SEN. SPOKOJNIE, ZARAZ SIĘ WYBUDZĘ.
       
     Tego było za wiele. Kolana pode mną się ugięły i opadłam ciężko na ziemię. Podkuliłam nogi, oparłam się o ścianę i znowu zaczęłam płakać. Christian widząc to wrócił z powrotem na ziemię i zaczął do mnie podchodzić.
        -Zostaw mnie! - Krzyczałam przez łzy. - Nie zbliżaj się! Jesteś potworem!
    Na dźwięk tego słowa skrzywił nieco usta, zmarszczył brwi i po zastanowieniu powiedział:
      -Owszem jestem, ale daj mi przynajmniej dokończyć, bo planów co do ciebie nie zmienię. - Zaznaczył to ostatnie surowo. - Kontynuując, zginiesz albo weźmiesz udział w procesie Przemiany. Jest on szybki i chciałbym powiedzieć bezbolesny, lecz skłamałbym mówiąc tak. Najpierw wyrywam sobie ze skrzydeł jedno pióro, którym przecinam twoją skórę. Jak już pewnie się domyślasz, tworzę na plecach kształt litery V. Z twoich ran wypłynie błękitna krew, a w miejscu rozcięć zaczną wyrastać białe skrzydła. - Zmienił ton głosu na niższy. Zaczął mówić wyraźnie i powoli. -  Potem wypijesz trochę mojej krwi i  twoje serce przestanie bić. Padniesz martwa przed moimi nogami. - Starałam się spojrzeć na niego lecz łzy w oczach rozmywały mi obraz całego świata. - Spokojnie, po kilku godzinach obudzisz się i będziesz nieco zdezorientowana bo twoje zmysły się wyostrzą. Zostaniesz obdarowana mocami, o których śmiertelnicy czy zwykli aniołowie mogą pomarzyć, a twoje skrzydła przybiorą szatę czerni. Wybór należy do ciebie. Jedno jest pewne: nie dam ci opuścić tego domu jako człowiek.
       
       Powoli układałam sobie w głowie to co mi powiedział. Moje życie tak czy siak dobiegnie końca.
      -W takim razie zginę. Prędzej wyskoczę przez okno niż poddam się Przemianie. - Powiedziałam nadal płacząc. - Nie stanę się potworem.
          -Spokojnie, wszytko przemyślałem. Okna są zabite deskami, w domu nie ma żadnych sznurów, do wszelkich ostrych przedmiotów dostęp mam tylko ja i nie znajdziesz tu także żadnych używek. Wątpię żebyś miała na tyle dość życia, żeby utopić się w wannie czy też w jakiś sposób się udusić. Jedyną twoją opcją jest śmierć naturalna, ale pomyśl: czy nie lepiej odpuścić, oszczędzić nam czasu i dać się przemienić?
           Podniosłam na niego wzrok i przez zaciśnięte zęby powiedziałam:
           -Jesteś psychopatą.
           -Owszem dziewczynko, jestem.




**************************
Cześć moi mili ^^
Z góry przepraszam jeśli w tym rozdziale nie odpowiedziałam na wszystkie pytania, które zadałyście pod poprzednim postem. Postanowiłam, że nie będę na razie odkrywać wszystkich kart Christiana ale spokojnie, dowiecie się tego w swoim czasie. :) 
Standardowo zachęcam do komentowania -> pisania wszelkich uwag, propozycji no i oczywiście momentów, które najbardziej lubicie. :D


niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział 9

     Siedziałam na tylnim siedzeniu jego samochodu. Jechaliśmy już dobrą godzinę, nie miałam pojęcia gdzie jesteśmy. Przez łzy w oczach wpatrywałam się w szybko mijające nas drzewa.
       Cała drogę Christian nie odezwał się do mnie ani słowem. Może to i dobrze, ale miałam prawo wiedzieć dokąd jedziemy. Przeniosłam wzrok na niego, teraz w chwili spokoju mogłam się mu chociaż trochę przyglądnąć, a przynajmniej tej jego części, którą można było dostrzec miedzy zagłówkiem a oparciem siedzenia.
         Miał na sobie czarny podkoszulek na szerokich ramiączkach, wiec w ciszy mogłam podziwiać jego szerokie ramiona. Był bardzo dobrze zbudowany co oczywiście przekładało się na niezwykłą siłę.
         Poruszył się, żeby włączyć radio. Długą ciszę przerwała piosenka ,,Stay with me" Sama Smith'a. Piękne, powolne nuty zaczęły rozpływać się w przestrzeni. Christian wrócił do pozycji, w której trzymał kierownicę obiema rękami. Z jednego ramienia ramiączko nieco mu się obsunęło i zauważyłam coś dziwnego, co zdawało się przebiegać przez całą długość jego pleców. Na początku sądziłam, że to jakiś tatuaż, ale przyjrzawszy się lepiej okazało się, że jest to paskudna blizna, po na pewno głębokiej ranie. Zrobiłam wielkie oczy. Ciekawe co się stało, czy to jakaś pamiątka po wydarzeniach z dzieciństwa?
       Z każdą sekundą, w której przyglądałam się fakturze wgłębień i wybrzuszeń na jego skórze, coraz bardziej mnie to przyciągało. Nie potrafię opisać tego uczucia. Podniosłam związane ręce i zaczęłam je wyciągać w kierunku biegnących w dół szram. Nie wiem czemu to robiłam, miałam wrażenie, że w momencie, w którym jej dotknę, otrzymam odpowiedzi na wszystkie dręczące mnie pytania. Moje dłonie od skóry Christiana dzielił już centymetr, gdy nagle pochylił się przez co jego plecy przestały być w moim zasięgu. Popatrzyłam do lusterka wstecznego i widząc zimne, przeszywające mnie spojrzenie Christiana natychmiast się opanowałam. Co ja w ogóle chciałam zrobić? Ostatnio zadziwiam sama siebie.
    -Nie zapędziłaś się zbytnio? - Burknął na mnie wściekłym głosem. - Nigdy nie dotykaj moich blizn, rozumiesz?! Naucz się trzymać ręce przy sobie bo inaczej je połamię.
       Przyglądałam się odbiciu jego oczu w lusterku. Nie zrobiłby tego, prawda?! Prawda?
Z każdą chwilą coraz bardziej wątpiłam w to, czy ten psychopata da mi żyć. Musiałam uzyskać od niego jakieś odpowiedzi. W końcu po dwóch już godzinach milczenia, słabym, przerywanym głosem powiedziałam:
     -Co zamierzasz ze mną zrobić? - Słysząc moje pytanie zaczął się cicho śmiać
     -Mówiłem ci już, że wszystko zależy od ciebie. Jeśli tak łapczywie chcesz zaspokoić ciekawość to powiem ci, że za jakieś piętnaście minut dojedziemy do twojego nowego domu, wiezienia, azylu... nazwij to jak chcesz. Mam tam już czekający na ciebie od kilku dni pokój, w którym spokojnie usiądziesz, ja zrobię nam ciepłej herbatki a potem odpowiem na dręczące cię pytania. Pasuje?
     W odpowiedzi pokiwałam głową. Pominę już, że na dźwięk słów ,,czekający na ciebię od kilku dni pokój" moje serce stanęło, wyskoczyło z piersi i powoli umiera teraz leżąc na siedzeniu obok mnie.
     Miałam jeszcze kilka chwil, żeby przemyśleć to, w jaki sposób moi bliscy dowiedzą się o tym wszystkim. Biorąc pod uwagę fakt, że mój pokój po histerii (którą wyprawiłam po dowiedzeniu się o śmierci Christiana), wygląda jak po napaści, policja pewnie stwierdzi, że ktoś się wkradł do naszego domu, by go okraść. Powiedzą, ze byłam w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze.

     -Jesteśmy na miejscu. - Wyrwał mnie z zamyślenia.
     Wyjrzałam przez okno samochodu. Staliśmy na parkingu przy jednym z bliźniaczych domów. Był dosyć mały i wyglądał na opuszczony. Ogród był niezadbany, na ganku leżało pełno starych doniczek, miotła i różnego rodzaju narzędzia budowlane. Okna były zabite deskami, a drewniana brama wjazdowa była złamana w kilku miejscach i jej fragmenty leżały porozrzucane na trawniku.
Christian wysiadł właśnie z samochodu i podszedł by otworzyć mi drzwi. Złapał mnie za związane z przodu ręce i pociągnął, pomagając mi w ten sposób wstać. Stałam w miejscu i nie wiedziałam co dalej. Zamurowało mnie.
     -Spokojnie- powiedział Christian – będzie dobrze, pamiętaj wszystko w twoich rękach.
   Rety cóż za miła odmiana mojego oprawcy. Wziął mnie znowu za ręce i poprowadził przez chodnik i po schody prowadzące do drzwi. Christian zaczął szukać w kieszeniach kluczy a ja uświadomiłam sobie, że zaraz przekroczę próg tego domu i nie mam pojęcia co się dalej będzie ze mną działo.
      Przekraczam ramę drzwi z nadzieją, że kiedyś jeszcze zobaczę moją mamę, John'a i Nicol.

     Stoję za progiem i mam wrażenie, że teleportowałam się w zupełnie inną czasoprzestrzeń. Dom wewnątrz jest czysty, zadbany i bardzo nowoczesny. Jestem w szoku. Wciągnęłam nosem powietrze i poczułam mocny zapach lawendy zmieszanej z wanilią. Popatrzyłam zdumiona na Christiana, a on tylko się uśmiechnął. Poprowadził mnie przez krótki korytarz, po drodze mijaliśmy ogromny salon, w którym stała rozłożysta sofa z czerwonej skóry. Czy to jest jakiś sen?! Komuś bardzo zależało, żeby ten dom na zewnątrz wyglądał na opuszczony.
     Stanęliśmy teraz przed zamkniętymi drzwiami. Smutnym wzrokiem spojrzałam na Christiana.
     -Czy to tutaj? - zapytałam.
    -Tak, mam nadzieję, że ci się spodoba. - Co? Rety, on potrafi być miły? Pewnie to tylko pozory, muszę być czujna, nie wiadomo kiedy zły, władczy oprawca powróci.
      Powoli przekręca gałkę przy drzwiach i lekko je uchyla. Gestem ręki pokazuje mi, że mogę wejść pierwsza. Popycham nogą drzwi by otworzyć je na oścież i po raz kolejny dzisiaj, zabrakło mi słów.
    Stałam przed pokojem jak z baśni. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to ogromne, wysokie, fioletowe łóżko z filarami, wokół których były oplecione lampki, a nad puchową pościelą wisiał rozpięty baldachim o lawendowym kolorze. Obok stała szafa zrobiona na moje oko z mahoniu i z tego samego drewna biurko, na którym stało radio.
      -Czy to mój pokój?
      -Tak, podoba ci się?
     -Jest niesamowity!- weszłam do pokoju i pierwsze oczywiście co zrobiłam to skoczyłam na łóżko. Okazało się niezwykle wygodne, mogłabym spędzić w nim lata. Usiadłam na jego krawędzi i spojrzałam na patrzącego się na mnie, uśmiechniętego Christiana. O co chodzi skąd ta zmiana charakteru? Nic już teraz nie trzyma się całości.
      Podszedł powoli i stanął nade mną. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niego... scyzoryk. Zamarłam. Zaczęłam szybko odsuwać się od niego, co on chciał mi zrobić?!
        -Spokojnie, nie bój się. Daj mi sobie pomóc. - wskazał drugą ręką na moje nadal związane dłonie. Zupełnie o nich zapomniałam. Wyciągnęłam ku niemu ręce, a on kilkoma szybkimi ruchami przeciął więzy. Zaczęłam rozmasowywać nadgarstki, odbiły się na nich czerwone ślady po sznurze. Zrobiłam skrzywioną minę.
       -Przepraszam za to. - Popatrzyłam na niego i wydawał się na prawdę zasmucony faktem, że stała mi się krzywda.
       -Czy jesteś tą samą osobą, która pół godziny temu powiedziała, że połamie mi ręce? - Zaśmiał się.
     -Tak to ja. Wbrew pozorom potrafię być miły i troskliwy. Jeśli będziesz robiła to co chce, będziemy żyć w zgodzie. - uśmiechnęłam się do niego, zapaliło się dla mnie światełko nadziei. - A teraz, domyślam się, że masz kilka pytań, zadawaj je a ja w trakcie będę po kolei tłumaczyć.
        -Dobrze, zacznijmy wiec...


*********
Tak, wiem xD zabijecie mnie za zakończenie, sorki z góry :D
Mam do was prośbę, moje drogie czytelniczki i czytelnicy. :)
Jak się domyślacie w następnej części będzie wiele wyjaśnień. Rozdział już jest gotowy, jednakże zastanawiałam się, czy wytłumaczyłam w nim wszystko co mogłam wytłumaczyć.
Zadanie domowe dla was: Jakie pytanie zadalibyście Christianowi na miejscu Sky? Co najbardziej was dręczy? :)

Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Polecajcie znajomym,  komentujcie, obserwujcie!  
Kocham,
Pozdrawiam
/Olgi Ta 

niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 8

Hejka moi mili :3 Na wstępie bardzo chciałam wam podziękować za aktywność widoczną pod każdym postem ^^ nawet nie wiecie jak te słowa cieszą :) dzięki nim naprawdę mam ochotę pisać, pisać i jeszcze raz pisać ;) dziękuję, że jesteście.
Serdecznie zapraszam na nowy rozdział!          
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


              -Grzeczna dziewczynka - powtórzył Christian - nie będzie z tobą problemów, prawda? 
          Nie odpowiadałam, mocnym szarpnięciem obrócił mnie tak, żebym mogła popatrzeć mu w oczy. To naprawdę był on! Wpatrywałam się w jego błękitne spojrzenie jak opętana. Chciałam zapytać się o co w tym wszystkim chodzi, ale w momencie gdy próbowałam otworzyć usta, przypomniałam sobie o krępującej mnie taśmie, przez którą mogłam wydawać tylko niezrozumiałe dźwięki. Patrzyłam na niego wściekłym spojrzeniem. 
          -Spokojnie Sky, jeśli zasłużysz i będziesz posłuszna to pozbędziemy się tego. - szelmowsko uśmiechną się do mnie, ta sytuacja wyraźnie go bawiła. Przysięgam, gdyby nie skrępowane ręce, na pewno przywaliłabym mu w twarz. - No już, idziemy stąd. 
             Ciągnął mnie w kierunku czarnego audi z przyciemnianymi szybami, które stało na parkingu szkoły. Dlaczego dopiero teraz je zauważyłam? Stopami starałam się stawiać jakikolwiek opór. Wszystko na próżno. Christian otwierał już tylne drzwi auta, kiedy zza rogu wybiegł jakiś postawny mężczyzna. Facet zauważył nas oraz moje skrępowane ręce.  Patrzył na mnie wybawczym spojrzeniem. Poczułam, że on jest moją jedyną szansą na ratunek. 
                Christian w tym zamieszaniu stracił na chwilę kontrolę, poluzował zacisk swoich dłoni na moich zakneblowanych rękach na tyle, że potrafiłam obrócić się i kolanem wymierzyć mu mocnego kopniaka w krocze. Rety, nie wiedziałam, że mam tyle siły. Mój oprawca zaczął zwijać się z bólu i udało mi się całkowicie wyswobodzić z jego ramion. Z triumfalnym wyrazem twarzy podbiegłam do mojego wybawiciela.
               -Nic ci nie jest? Zrobił ci coś złego?
           Jednym szybkim ruchem oderwał mi taśmę przyklejoną do ust. Odetchnęłam mocno świeżym powietrzem. 
              -Nie, jest okay. Uciekajmy!  
        Mężczyzna wziął mnie za rękę i nawet nie zdążył zrobić kroku w kierunku przeciwnym do zwijającego się z bólu Christiana, gdy ten nagle pojawił się przed nami. Stanęłam jak wryta. Jak on to zrobił? Obróciłam się w drugą stronę, chłopak już stał przede mną. Co się dzieje? Teleportuje się, czy jak? Patrzyłam na niego z przerażeniem w oczach, a on tylko uśmiechnął się szyderczo tak jak wcześniej. 
         Tym razem moje ręce były wolne. Nie zastanawiając się długo (czego potem bardzo żałowałam) uderzyłam go w policzek. Moja ręka zapłonęła, auuu!! Ten cios bardziej zabolał mnie niż jego, lecz Christian spojrzał tylko na mnie, przyłożył lewą rękę do policzka, na którym tworzyło się czerwone odbicie mojej dłoni i zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować... oddał mi cios. 
        Pod wpływem siły wypływającej spod jego dłoni upadłam na ziemię. Zakręciło mi się lekko w głowie. Zajęło mi chwilę żeby się pozbierać, ale podniosłam sie lekko i poddańczo spojrzałam na patrzącego się teraz na nieznajomego mężczyznę Christiana. 
            - Nigdy nie widziałeś tego co tu się wydarzyło. Zapomnij o tym. Idź do domu. - Nie tracąc kontaktu wzrokowego mężczyzna minimalnie kiwną głową i po prostu odszedł. Moja jedyna szansa na ratunek, zostawiła mnie. 
             Przeniosłam wzrok ponownie na Christiana. Jak on to zrobił? Znają się? Nie to bez sensu. Co się przed chwilą wydarzyło?! 
            
            To był zły sen, co nie? Spokojnie Sky. Zaraz obudzisz się w swoim cieplutkim łóżku.
             Zacisnęłam z całej siły powieki. Tak bardzo chciałam, żeby to okazało się być snem. 
Otworzyłam oczy i nadal leżąc na ziemi, przez łzy spojrzałam na klęczącego teraz przede mną Christiana. 
             -Proszę, proszę. Ktoś tu był niegrzeczny, co mam teraz z tobą zrobić? 
       -Wypuść mnie. - Powiedziałam łamiącym się, pełnym pokory głosem. Spuściłam głowę i wpatrywałam się w jego dłonie, które teraz złożył jak do modlitwy. 
             -O nie, nie ma szans. Pytam się, jak mam cię ukarać za to co przed chwilą zrobiłaś. 
             
           Przerażona zaczęłam płakać, po co mi to wszytko było? Dlaczego w szkole go nie unikałam? Teraz już na wszystko za późno. Przed oczami widziałam mamę i brata, którzy płaczą gdy policja znajdzie moje martwe ciało w lesie. Byłam tego pewna, Christian nie pozwoli mi żyć, nie po tym co widziałam i co wiem. 
             Christian ponownie uderzył mnie w głowę. Wyobraziłam sobie słodkie brązowe oczy mojego brata i jego pyzate policzki. Śmiał się jak zwykle po wygranym meczu. Już nigdy miałabym nie usłyszeć tego pięknego dźwięku? O nie. Nie poddam się. Zrobię to dla niego,  przeżyję.
            
              -Wybacz, źle zrobiłam. - Powiedziałam i powolutku podniosłam głowę by spojrzeć ponownie w jego oczy. - Przyrzekam, że to się więcej nie powtórzy.  
         -Kara i tak cię za to spotka, poczekam jedynie na odpowiedni moment. Teraz chodź, pojedziemy w pewnie miejsce, gdzie spędzisz kolejne tygodnie, miesiące,  może nawet lata.. Wszystko zależy od ciebie i od twojego oślego uporu. Mi się nigdzie nie śpieszy. Rozumiemy się? 
                Przełknęłam gulę tkwiącą w moim gardle i powiedziałam:
              -Tak jest, co tylko zechcesz. 
             

wtorek, 18 listopada 2014

Rozdział 7

 Hejjo! Witam Was bardzo serdecznie :3 
Czytajcie, komentujcie, obserwujcie <3     
muzyka
~~~~~~~~~~~~~~~~~

           

           Zakręciło mi sie w głowie. Chyba sie przesłyszałam prawda!? To niemożliwe! Cała sala wiruje, brakuje mi powietrza. Co się przed sekundą wydarzyło? Co z Christianem?! 



***

        -Halo! Słyszysz mnie? - obudziło mnie ostre światło pochodzące z jakiegoś przedmiotu w rękach pani pielęgniarki. 
         -Mmm co się stało? - powiedziałam niepewnym, złamanym głosem. Zabierz to sprzed moich oczu! 
        -Przez nagły przypływ emocji zemdlałaś, twój nauczyciel powiedział mi co się stało. Bardzo mi przykro, musiał cię coś łączyć z tym chłopakiem.
         -Tak - powiedziałam zanim pomyślałam - yyyy to znaczy nie, praktycznie się nie znaliśmy. 
         Kobieta popatrzyła na mnie z przymrużonym spojrzeniem, ale nie pytała dalej.
         -Powinnaś iść do domu, odpocząć, ma kto po ciebie przyjechać?
       -Nie, ale dziękuję za troskę, mam niedaleko, przejdę się. - uśmiechnęłam się najzdrowiej jak tylko potrafiłam i chyba podziałało.
       -No dobrze, w takim razie możesz już iść, wypiszę ci zwolnienie z lekcji. W razie ponownych zawrotów głowy po prostu usiądź i głęboko oddychaj. 
         -Dobrze, bardzo pani dziękuję za pomoc. - Pielęgniarka uśmiechnęła się do mnie w odpowiedzi. Zabrałam swój plecak, który leżał przy łóżku i bezszelestnie wyszłam z gabinetu.

        Do domu miałam jakieś 10 minut. Pokonałam go w zupełnym bezprzemyśleniowym stanie, wyłączyłam się. Dopiero gdy już położyłam się w swoim ukochanym łóżku, dotarło do mnie to co się stało. Christian nie żyje. Jak na zawołanie z oczu popłynęły łzy pełne żalu. Nie wiem dlaczego, tak na to reaguję, ten chłopak, był potworem. Omal mnie nie zabił a ja płaczę z powodu jego śmierci?! To wszystko nie trzymało się całości, przez co jeszcze bardziej czułam mętlik i chaos w głowie. 
          ,,(...)dowodu na istnienie kogoś piękniejszego od ciebie" - przypomniały mi się jego słowa z naszego pierwszego spotkania na dyskotece szkolnej. 
           ,,Kim ty do cholery jesteś" - zapytałam go po zobaczeniu jego niekompletnych akt. Do dzisiaj nie wiem o co chodziło i jeszcze ten artykuł o zaginionym dziecku. 
         Teraz łzy zaczęły płynąć mi strumieniami. Wstałam z łóżka, i zaczęłam chodzić po pokoju by rozładować emocje. Ten natłok mysli mnie dobijał. Wzięłam poduszkę i zaczęłam uderzać nią mocno o ścianę. Chwyciłam światełka wiszące dla ozdoby nad moim łóżkiem i jednym ruchem je zerwałam. Przeszłam teraz do szafy, krzycząc i płacząc wyrzucałam wszystkie ubrania z półek. Brałam je potem w garść i uderzałam pięścią o podłogę. Siedząc na kolanach zwinęłam się w kłębek i po kolejnych minutach rozpaczy... uspokoiłam się. Leżałam na ziemi i wpatrywałam się w kant łóżka. Spędziłabym pewnie w takiej pozycji kilka godzin, ale nagle wystraszył mnie dźwięk nadchodzącego połączenia.
          Wstałam aby odebrać i w momencie gdy chciałam nacisnąć zieloną słuchawkę, rozmowa została przerwana. Spoglądam na rejestr połączeń i sprawdzam ostatni numer na liście. Ja znam ten numer. To jest ten sam, który napisał mi SMS. Właśnie! Patrzę na zegarek. Jest 19.36. 
             


***

           Byłam już prawie pod szkołą. Nie wiem co mnie podkusiło, żeby pójść sprawdzić kto napisał wtedy do mnie. Może to zwykła pomyłka?
             O 19.58 siedzę pod wejściem do budynku i niecierpliwie wypatruję czy ktoś nie nadchodzi. Kręce cały czas głową to w lewo, to w prawo, ale zupełnie nikogo nie ma. 
              W tedy poczułam jak ktoś dotyka mojego ramienia i trzyma mnie za nie. Chciałam odwrócić spojrzenie w jego stronę i powiedzieć, że dam się nie straszy, ale nagle ta osoba mocno przycisnęła swoją dłoń do moich warg. Przerażona próbowałam krzyczeć, lecz na próżno. Miałam zaklejone usta. 
           Zaczęłam panikować, oprawca chwycił mnie z tyłu za nadgarstki i zaczął obwiązywać je czymś twardym. Próbowałam kopnąć go w nogę by się wyswobodzić, ale na próżno bo był znacznie silniejszy ode mnie.  Myśl Sky, myśl! Co zrobić?! Szamotałam sie ze wszystkich sił, ale po każdym ruchu czułam tylko mocno uwierąjący mnie sznurek. Zaczęłam rozglądać się po ulicy, było zbyt ciemno żeby ktokolwiek mógł nas dostrzec. Straciłam nadzieję, poddałam się. Nie miałam już sił na walkę. Oprawca poczuł moją słabość i jednym energicznym ruchem przyciągną mnie do siebie. Przyłożył swoje usta do mojego ucha i szepcząc powiedział:
           -Grzeczna dziewczynka. - Ja znałam ten głos! Christian (...)



środa, 12 listopada 2014

Rozdział 6


tik - tak
tik - tak
tik - tak
tik - tak

      Zegar nieubłaganie odmierzał czas, który pozostał do końca tego dnia. Była 18, moja mama niedługo powinna przyjechać do domu po meczu John'a. Nie mogą zobaczyć mnie zapłakanej i spanikowanej. 
          - Ten artykuł nie dotyczył jego, to był ktoś inny. - mówię do siebie. Wstaję z łóżka, sprzątam leżące wokoło mokre chusteczki i schodzę do kuchni by przygotować kolację dla rodzinki. Przynajmniej na trochę zajmę myśli...
          
        Tosty właśnie się upiekły gdy na podjazd dojechał nasz samochód. John wyskoczył z niego energicznie i pobiegł pod drzwi. Świetnie, pewnie wygrali mecz.
           - Sky!!!! - zaczął od progu krzyczeć mój młodszy braciszek. - Strzeliłem dzisiaj dwa gole!
          -Gratulacje. Jestem z ciebie dumna, głodny? - pokazałam na jego ulubioną przekąskę i aż mu się oczy zaświeciły. - Smacznego, ale najpierw umyj ręce. - Natychmiast pobiegł do łazienki.
           -Cześć kochanie. - powiedziała mama ze śmiechem na ustach. Spojrzała na moje podpuchnięte od płaczu oczy i chyba się zaniepokoiła. - Czy coś się stało? - Przed nią nie dało się niczego ukryć, dobrze o tym wiem. 
       -Nic takiego, oglądałam dramat i na końcu się popłakałam. - uśmiechnęłam się na potwierdzenie, że wszytko jest okay.
         - Na pewno? Skarbie, wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć, prawda? - Ta jej wkurzająca nadopiekuńczość. 
         - Tak. - powiedziałam przez nieco zaciśnięte zęby, co dało jej do myślenia. Spojrzałyśmy na siebie, po czym odpuściła. - Jesteś może głodna?


***


        Kolejnego dnia obudził mnie budzik, grający zawsze tą samą piosenkę: ,,Run to the hills". Chyba po raz pierwszy ten kawałek zadziałał ma mnie negatywnie, trzeba będzie go wreszcie zmienić. Wstałam z łóżka, zrobiłam standardową serię przeciągnięć, aby obudzić mięśnie i na palcach (by nie obudzić Johna) poszłam do łazienki. 
       Oczywiście wyglądałam jak siedem nieszczęść. Jeszcze parę tygodni temu pewnie w ogóle bym sie tym nie przejęła, ale myśl, że będę dzisiaj miała lekcję z Christianem jednocześnie przeraziła mnie i nakłoniła do wykonania makijażu i bardzo dokładnego rozczesania włosów. 


       Drogę do szkoły pokonałam całkiem sprawnie, bez żadnych praktycznie kłopotów. Dochodząc pod budynek miałam jeszcze 30 minut do początku pierwszej lekcji. Postanowiłam wyciągnąć książkę do biologii i udawać, że się uczę na wypadek niechcianych i skorych do rozmowy przechodniów.

       Usłyszałam jakiś szelest. Podniosłam głowę znad książki i zaczęłam obserwować. Ktoś chyba stał za rogiem korytarza. Nie wydając żadnego dźwięku wstałam z ławki, na której siedziałam i zaczęłam po cichu podchodzić do tej osoby. Będąc coraz bliżej mogłam usłyszeć już jej przyspieszony oddech. 


      -Buuuuuuuu! - wyszłam z siebie i stanęłam obok. Nicole widząc moją przestraszoną minę zaczęła śmiać się ze mnie. W końcu opanowałam się i razem rechotałyśmy na środku korytarza.

      -Cholera jasna, kochana błagam cie. NIGDY WIĘCEJ TEGO NIE RÓB! - krzyknęłam jej prosto do ucha w ramach rewanżu. 
      -Ha! okay. Niech ci świeci. - uśmiechnęła się do mnie - Co tam u ciebie koleżanko?
 
     Czar zapomnienia prysnął w jednej chwili. Może stwierdzicie, że za bardzo histeryzuję,ale łzy stanęły mi w oczach na wspomnienie ostatnich dni. 
       -O boże! Sky! Co się stało?! 
       -Nic, nic. - rozkleiłam się. Nicole przestała pytać, przytuliła mnie tylko i wreszcie od kilku dni poczułam się na swój sposób bezpieczna. 
      -No już otrzyj te łzy. - uśmiechnęła się i rękawem swojej koszulki,złapała płynące po moich policzkach słone krople. - Jeśli to o chłopaka chodzi to pamiętaj, że oni wszyscy są dupkami i nie warto za nich płakać. - Ah, Nicole, gdybyś ty tylko wiedziała.... 


     Pierwsze osoby zaczęły przychodzić do szkoły. Przestałam płakać i przyjęłam bojowy, pozytywny wyraz twarzy. Zadziwiające jak człowiek zmienia się w zależności od otoczenia. 

     Dzwonek wezwał już nas na lekcje. Pierwsza była biologia - moja godzina sądu. Czy Hopeless usiądzie ze mną? Szczerze mówiąc, miałam nadzieję, że to zrobi.


      -Witam droga młodzieży. - Rozpoczął lekcje pan Carter. - Mam wam do przekazania smutne wiadomości.

      Zanim nauczyciel zdążył nam powiedzieć o co chodzi, patrzę na puste krzesło obok mnie. Może się spóźni - mówię do siebie w myślach. W tym momencie mój telefon wibruje na znak przychodzącej wiadomości. Po kryjomu odblokowuję ekran i czytam treść SMS:



BĄDŹ POD SZKOŁĄ O 20.00


   Serio? A podpisać się to nie łaska? Ukradkiem pokazuję Nicole mój telefon w niemym pytaniu, czy to ona do mnie napisała. Kiwa głową zaprzeczająco. Okay, w takim razie to pewnie pomyłka. Usuwam wiadomość bez wahania i wracam do słuchania pana Cartera, który zaczął się dziwnie zachowywać. Oparł się załamany o biurko. Rety, jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. Odchodzi z posady? Eee, nie możliwe, jest za młody. Zaczyna mówić a cała klasa wstrzymuje oddech.
       
      -Wasz kolega z klasy, Christian High... zginął wczoraj wieczorem w wypadku samochodowym.

(...) O nie. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć wszystkim ^^ tak jak obiecywałam rozdział dłuższy od wcześniejszych :)
Obowiązkowo piszcie co sądzicie! ;)
/Olgi Ta




sobota, 1 listopada 2014

Rozdział 5



        Wstałam dzisiaj dosyć wcześnie, od kilku dni miałam niespokojny sen, zawsze taki sam.
Biegłam przez las, czułam że ktoś mnie śledzi. Byłam zagrożona, w pewnym momencie docieram do wysokiego klifu, o który cały czas uderzały fale morza. Zza drzewa wyłania się ciemna postać oprawcy. Nie widzę innego wyjścia, skaczę, topię się,  ginę i tak co noc.
      Wychyliłam głowę spod kołdry, był zimny, deszczowy poranek. Postanowiłam sobie, że cały dzień przesiedzę w domu oglądając ulubiony serial i czytając jakieś babskie pisemka. Dzień odcięcia od rzeczywistości bardzo mi się przyda po ostatnich wydarzeniach. Nie mogłam wyrzucić z pamięci jego morderczego spojrzenia, które mnie przerażało, ale zarazem było w nim cos tajemniczego, uwodzicielskiego. Patrząc na niego miałam wrażenie, że spełnię każdy jego rozkaz. 
       Dlaczego w jego aktach nie było żadnych podstawowych informacji o nim? Ukrywa się? Jaka jest jego przeszłość? Kim jest Christian High? ,,Człowiekiem" - przypomniała mi sie jego odpowiedź, zaśmiałam sie sama do siebie. Wiedziałam, że nie skończy się to dobrze, ale ja po prostu musiałam dowiedzieć się czegoś więcej. Świadoma konsekwencji jakie mogą mnie spotkać, postanowiłam jednak nie odpuszczać.
         Wstałam z łóżka i pomyślałam, że spróbuję poszukać szczęścia w internecie, no bo kto normalny w XXI wieku nie ma konta na zadnym profilu społecznościowym? Odpaliłam mój wiekowy komputer i weszłam na Facebooka. Wpisuję w pole wyszukiwania Christian High - brak wyników; Twitter: brak wyników; Instagram: brak wyników. Zrobiłam zniesmaczoną minę, spodziewałam się tego,ale mimo wszystko miałam nadzieję na choćby źdźbło informacji. Ostatecznym polem manewru była wyszukiwarka Google.
         Wpisuję w nowej karcie: Christian High 1997 r. Naciskam enter i z przerażeniem czytam pierwszy wyświetlony wynik:

Nieszczęście w małym miasteczku, trzy osoby nie żyją.

     Na przedmieściach miasta Van doszło do tragedii. W nocy z 23.09.2001 r. spalił się rodzinny dom państwa High. Zginęli rodzice i ich mała córeczka. Za sprawcę tego smutnego wydarzenia uważa się małego syna państwa High - Christiana. Dziecko zaginęło, gdyby ktoś z Was go zobaczył prosimy o skontaktowanie się z lokalną policją. Poniżej przedstawiamy zdjęcie.

         Przewijam stronę nieco niżej i widzę słodkie niebieskie oczy małego dziecka. Znam skądś to spojrzenie. Jestem prawie pewna. Czytam jeszcze raz artykuł, i ze łzami lecącymi po mych policzkach spoglądam na małego zagubionego chłopca. Czy to możliwe? Sama już nie wiem co z tym zrobić. Chciałam to mam. 



~~~~~~~~
Hej! Hejo! Wróciłam po małej przerwie i musze powiedzieć, że troche wypadłam z wprawy w pisaniu więc piszcie co sądzicie! ;) komentarze motywują więc z góry za nie dzieki :** pa
/Olgi Ta





piątek, 3 października 2014

Rozdział 4

          Stałam przed szkolnym sekretariatem. Musiałam mieć o nim jakieś informacje, a jedyną na to szansą było przeglądniecie jego kartoteki . 
           To zupełnie nie w moim stylu.
           Wzięłam głęboki wdech po czym weszłam do pokoju. Za małym biurkiem, na którym stał komputer i leżała masa papierów, siedziała drobna starsza pani w okularach.
          - Dzień dobry. - siliłam się na najszczerszy uśmiech jaki tylko mogłam osiągnąć. - Nie miałaby pani nic przeciwko, żebym zajrzała do danych uczniów? Musze znaleźć moje świadectwo z tamtego roku a jedyny egzemplarz jest w szkole.
           - Oczywiście nie ma sprawy. Wiesz gdzie są akta, ja muszę na chwilę wyjść.
             -Dobrze, poradzę sobie sama. Bardzo pani dziękuję.
         Wzięłam klucze i weszłam do archiwum. Spanikowałam. Co ja tutaj robię? Czy właśnie mam zamiar (technicznie rzecz biorąc), nielegalnie sprawdzić Hopeless'a? Z drugiej strony nie zostawił mi chłopak wyboru. Ale zaraz, przecież ja nawet nie znam jego imienia, jak go znajdę?
          Postawiłam na łut szczęścia, otworzyłam pierwszą z brzegu szufladę i okazało się że trafiłam na kartoteki osób które dawno już wyszły ze szkoły. Następna szuflada, ludzie rok młodsi. Wreszcie znalazłam.
            Rocznik 97.

  SKY COOPER...
  NICOLE VALKER...
  THOMAS DILL...
  CHRISTIAN HIGH

     Nie znam osoby o takim nazwisku. Czy to on? 
Pośpiesznie otwieram akta.

  Imię i nazwisko:       CHRISTIAN HIGH
  Data urodzenia:        nieznana
  Imiona rodziców:       nieznane
  Miejsce zamieszkania:  nieznane
  Poprzednia szkoła:     nieznana 
  
     O co chodzi?! Czy to są dane Hopeless'a? Czemu są niekompletne? Miliony pytań i odpowiedzi przychodziło mi na myśl.
            Wróciła sekretarka, musiałam uciekać.
           - Skarbie, znalazłaś to czego szukałaś?
           -Tak, do widzenia - spławiłam ją szybko.
        Nie myślałam teraz rozsądnie. Wyszłam w popłochu z sekretariatu i pędem szłam przez korytarz. Była przerwa, ludzie zawadzali mi drogę ewakuacji, non stop trącałam ich bo potrzebowałam zostać sama i  nabrać świeżego powietrza. Kim on jest?! Praktycznie zaczęłam biec i nagle ktoś pojawił się przede mną, uderzyłam o niego i upadłam.
          To był on! Holepess, to znaczy Christian... Leżałam na ziemi i wpatrywałam się w jego błękitne oczy. Wyciągnął w pomocnym geście rękę, ale odtrąciłam ją i wstałam. Chciał coś powiedzieć ale go wyprzedziłam:
           -Kim ty do cholery jesteś? - zapytałam przerażona. 
           - Człowiekiem, Sky. 
           -Nie zgrywaj mi tu cwaniaczka! Dlaczego twoje akta są nie kompletne?
         Popatrzył na mnie wzrokiem zabójcy. Powoli odsuwałam się od niego, dopóki nie uderzyłam o ścianę. W tedy on szybko podszedł do mnie i przygniótł mi gardło swoim przedramieniem. Zaczął mnie dusić. Nie mogłam się ruszyć, patrzyłam tylko na niego błagalnym wzrokiem w nadziei, że przeżyję.
           -Co, zachciało nam się sprawdzać ludzi, hm? - mówił a moje płuca już płonęły. Zaczęłam okładać go pięściami, ale to nic nie dawało. Dlaczego przechodzący ludzie nie reagowali? - Spróbuj tylko komuś się o tym wygadać a nie żyjesz. Rozumiesz? - pokiwałam najdelikatniej jak tylko mogłam głową. Przycisnął mnie na sekundę jeszcze mocniej po czym puścił i odszedł.
           Niczym topielec zaczęłam gwałtownie nabierać  powietrza. Osunęłam się na ziemię i zwinęłam w kłębek. Cholera. Co ja najlepszego zrobiłam?





***

Cześć! Kolejny nowy rozdział.... 
Czytasz? Komentujesz!
Olgi Ta