tik - tak
tik - tak
tik - tak
Zegar nieubłaganie odmierzał czas, który pozostał do końca tego dnia. Była 18, moja mama niedługo powinna przyjechać do domu po meczu John'a. Nie mogą zobaczyć mnie zapłakanej i spanikowanej.
- Ten artykuł nie dotyczył jego, to był ktoś inny. - mówię do siebie. Wstaję z łóżka, sprzątam leżące wokoło mokre chusteczki i schodzę do kuchni by przygotować kolację dla rodzinki. Przynajmniej na trochę zajmę myśli...
Tosty właśnie się upiekły gdy na podjazd dojechał nasz samochód. John wyskoczył z niego energicznie i pobiegł pod drzwi. Świetnie, pewnie wygrali mecz.
- Sky!!!! - zaczął od progu krzyczeć mój młodszy braciszek. - Strzeliłem dzisiaj dwa gole!
-Gratulacje. Jestem z ciebie dumna, głodny? - pokazałam na jego ulubioną przekąskę i aż mu się oczy zaświeciły. - Smacznego, ale najpierw umyj ręce. - Natychmiast pobiegł do łazienki.
-Cześć kochanie. - powiedziała mama ze śmiechem na ustach. Spojrzała na moje podpuchnięte od płaczu oczy i chyba się zaniepokoiła. - Czy coś się stało? - Przed nią nie dało się niczego ukryć, dobrze o tym wiem.
-Nic takiego, oglądałam dramat i na końcu się popłakałam. - uśmiechnęłam się na potwierdzenie, że wszytko jest okay.
- Na pewno? Skarbie, wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć, prawda? - Ta jej wkurzająca nadopiekuńczość.
- Tak. - powiedziałam przez nieco zaciśnięte zęby, co dało jej do myślenia. Spojrzałyśmy na siebie, po czym odpuściła. - Jesteś może głodna?
***
Kolejnego dnia obudził mnie budzik, grający zawsze tą samą piosenkę: ,,Run to the hills". Chyba po raz pierwszy ten kawałek zadziałał ma mnie negatywnie, trzeba będzie go wreszcie zmienić. Wstałam z łóżka, zrobiłam standardową serię przeciągnięć, aby obudzić mięśnie i na palcach (by nie obudzić Johna) poszłam do łazienki.
Oczywiście wyglądałam jak siedem nieszczęść. Jeszcze parę tygodni temu pewnie w ogóle bym sie tym nie przejęła, ale myśl, że będę dzisiaj miała lekcję z Christianem jednocześnie przeraziła mnie i nakłoniła do wykonania makijażu i bardzo dokładnego rozczesania włosów.
Drogę do szkoły pokonałam całkiem sprawnie, bez żadnych praktycznie kłopotów. Dochodząc pod budynek miałam jeszcze 30 minut do początku pierwszej lekcji. Postanowiłam wyciągnąć książkę do biologii i udawać, że się uczę na wypadek niechcianych i skorych do rozmowy przechodniów.
Usłyszałam jakiś szelest. Podniosłam głowę znad książki i zaczęłam obserwować. Ktoś chyba stał za rogiem korytarza. Nie wydając żadnego dźwięku wstałam z ławki, na której siedziałam i zaczęłam po cichu podchodzić do tej osoby. Będąc coraz bliżej mogłam usłyszeć już jej przyspieszony oddech.
-Buuuuuuuu! - wyszłam z siebie i stanęłam obok. Nicole widząc moją przestraszoną minę zaczęła śmiać się ze mnie. W końcu opanowałam się i razem rechotałyśmy na środku korytarza.
-Cholera jasna, kochana błagam cie. NIGDY WIĘCEJ TEGO NIE RÓB! - krzyknęłam jej prosto do ucha w ramach rewanżu.
-Ha! okay. Niech ci świeci. - uśmiechnęła się do mnie - Co tam u ciebie koleżanko?
Czar zapomnienia prysnął w jednej chwili. Może stwierdzicie, że za bardzo histeryzuję,ale łzy stanęły mi w oczach na wspomnienie ostatnich dni.
-O boże! Sky! Co się stało?!
-Nic, nic. - rozkleiłam się. Nicole przestała pytać, przytuliła mnie tylko i wreszcie od kilku dni poczułam się na swój sposób bezpieczna.
-No już otrzyj te łzy. - uśmiechnęła się i rękawem swojej koszulki,złapała płynące po moich policzkach słone krople. - Jeśli to o chłopaka chodzi to pamiętaj, że oni wszyscy są dupkami i nie warto za nich płakać. - Ah, Nicole, gdybyś ty tylko wiedziała....
Pierwsze osoby zaczęły przychodzić do szkoły. Przestałam płakać i przyjęłam bojowy, pozytywny wyraz twarzy. Zadziwiające jak człowiek zmienia się w zależności od otoczenia.
Dzwonek wezwał już nas na lekcje. Pierwsza była biologia - moja godzina sądu. Czy Hopeless usiądzie ze mną? Szczerze mówiąc, miałam nadzieję, że to zrobi.
-Witam droga młodzieży. - Rozpoczął lekcje pan Carter. - Mam wam do przekazania smutne wiadomości.
Zanim nauczyciel zdążył nam powiedzieć o co chodzi, patrzę na puste krzesło obok mnie. Może się spóźni - mówię do siebie w myślach. W tym momencie mój telefon wibruje na znak przychodzącej wiadomości. Po kryjomu odblokowuję ekran i czytam treść SMS:
BĄDŹ POD SZKOŁĄ O 20.00
Serio? A podpisać się to nie łaska? Ukradkiem pokazuję Nicole mój telefon w niemym pytaniu, czy to ona do mnie napisała. Kiwa głową zaprzeczająco. Okay, w takim razie to pewnie pomyłka. Usuwam wiadomość bez wahania i wracam do słuchania pana Cartera, który zaczął się dziwnie zachowywać. Oparł się załamany o biurko. Rety, jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. Odchodzi z posady? Eee, nie możliwe, jest za młody. Zaczyna mówić a cała klasa wstrzymuje oddech.
-Wasz kolega z klasy, Christian High... zginął wczoraj wieczorem w wypadku samochodowym.
(...) O nie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć wszystkim ^^ tak jak obiecywałam rozdział dłuższy od wcześniejszych :)
Obowiązkowo piszcie co sądzicie! ;)
/Olgi Ta
Cześć wszystkim ^^ tak jak obiecywałam rozdział dłuższy od wcześniejszych :)
Obowiązkowo piszcie co sądzicie! ;)
/Olgi Ta
W tm właśnie momencie wydałam karę śmierci na nasza kochana autorkę- Olgę! Jak mogłaś mi to zrobić?! Policzymy się jutro w szkole i za 5 sekund na facebook'u!
OdpowiedzUsuńOGŁOSZENIE dla czytelników:
następnego rozdziału nie będzie, gdyż jutro w godzinach porannych autorka zginie z rąk moich.
koniec ogłoszenia
:*
Ka$ka
Chciałam to samo zrobić co Ka$ka.
OdpowiedzUsuńWracając do rozdziału: JAK MOGŁAŚ!!!!!! przynajmniej rozdział dłuższ. JAK MOGŁAŚ!!!!!!!! czekam na nexta jeżeli przeżyjesz xDDD. życzę dużo weny. ;)
dzięki wielkie ^^ jeszcze żyje i niedługo wprowadzę w życie moje nikczemne plany buahahahah :D dzieki jeszcze raz na regularną obserwacje :)
Usuńniestety mój czyn został odroczony ponieważ zapowiedziano kartkówkę z angielskiego, a jakoś w szkole trzeba przeżyć :D ale Oluś uważaj xD
UsuńKa$ka
TYYYYYYYYYY!!!!!!!!! JESTEM KU*WA OLGA NIE OLUSIA! CO TO WGL ZA ZDROBNIENIE?? POLICZYMY SIE W SZKOLE. BĘDZIE STARCIE TYTANÓW xD
Usuńprzepraszam, miało być OLGUŚ tylko mądra Kaśka ma klawiaturę do bani XD
UsuńKa$ka
wybaczam xD koniec spamu :D
Usuń