niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział 10

 muzyka

           -Dobrze więc... - spojrzałam na jego oczy i szeroki uśmiech, którym mnie obdarzył. Nie rozumiem jego zmiany nastrojów. Niecałe pięć godzin temu przyłożył mi dwukrotnie w twarz i groził, że coś mi zrobi. Nie mogę tracić czujności, mimo wspaniałych (teraz zaciśniętych w wąską linię) ust, nadal był niebezpieczny. Porwał mnie i stara się przyzwyczaić do sytuacji. Uśpi czujność i zaatakuje w najmniej spodziewanym momencie.
        -Co chcesz wiedzieć? - Powiedział wyrywając mnie z zamyślenia. - Nie będę czekać całą wieczność.
     -Obiecaj mi tylko, - zaczęłam niepewnie – że będę mogła zadać każde pytanie bez nieprzyjemnych dla mnie konsekwencji.
        Uśmiechnął się znowu tym swoim szelmowskim uśmiechem. Gdybym teraz stała, zmiękły by mi kolana. Rety, czemu musisz być tak sexowny?
    -Obiecuję. - odpowiedział i przyjął kamienną minę, która nie zdradzała żadnych emocji. Przygryzłam nieco wargę i zadałam pierwsze pytanie.
        -Dlaczego żyjesz? - Popatrzył się na mnie jak na idiotkę. - Pan Carter, nasz nauczyciel biologii powiedział, że zginąłeś w wypadku samochodowym. Może nie jestem w pełni świadoma tego co sie obecnie wokół mnie dzieje, ale umiem jeszcze rozróżnić umarlaka od żywej osoby.
       -Kazałem mu tak powiedzieć. - Jak to? Nie da się kogoś poprosić o kłamstwo na tak wielką skalę. 
         -Zapłaciłeś mu za to?
         -Nie. Zmusiłem go do tego. - Co? 
      -Jak to?! Co mu zrobiłeś?! - niechcący mocno podniosłam głos. Christian zacisnął dłonie w pięści po czym położył je na swoich kolanach. Kurde, łatwo go wyprowadzić z równowagi. Muszę lepiej dobierać słowa.
         -Nic mu nie zrobiłem. - Powiedział przez zaciśnięte zęby. - Widzisz Sky, problem w tym, że ja nie jestem człowiekiem.
      -Oczywiście, że nie. - Słowa zaczęły wypływać z moich ust zbyt szybko. - Jesteś psychopatą. Porwałeś mnie, ciągle zmieniasz swoje nastawienie. Nie wiadomo co zrobiłeś panu Carterowi i podejrzewam, że podpaliłeś swój dom rodzinny. Zgadzam się, człowiek tak nie robi.
       Christian zerwał się z krzesła na którym siedział i rzucił się z pięścią na mnie. W jego oczach płonęła nienawiść. Pochyliłam sie na łóżku do tyłu, a on przygwoździł mnie swoim ciałem. Wystawiłam do przodu rękę w nadziej, że obroni mnie przed ciosem, zacisnęłam z całych sił powieki i czekałam. Ból jednak nie pojawiał się, na policzku poczułam tylko jego przyspieszony oddech. Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam Christiana leżącego na mnie z uniesioną pięścią, która zatrzymała się  pięć centymetrów przed moją twarzą. Patrzyliśmy na siebie nawzajem, a jakaś tajemnicza siła przyciągała nasze usta coraz mocniej do siebie. Prawie dotknęliśmy się już nosami, gdy Christian zatrzymał się i patrząc na moje przygryzione wargi powiedział:
       -Sky Cooper, jak ty mało o mnie wiesz. - Spojrzał jeszcze raz na moje oczy. Nasze tchnienia stały sie teraz równym rytmem. - Jestem upadłym aniołem. – Wyszeptał w moje usta.
         Christian miał poważny wyraz twarzy. Że co proszę?
        -To żart, tak?
       -Nie. - Gwałtownie wstał z łóżka. Mój oddech się uspokoił. Podniosłam się i wsparłam na łokciach by móc spojrzeć mu w oczy.
        -Ty mówisz prawdę?
        -Dziewczynko, ja nigdy nie kłamię.
Miałam teraz chaos w głowie. Czy on sobie kpi ze mnie?
       -Pozwól, że wszytko wytłumaczę. Siedź spokojnie, staraj się mi nie przerywać i słuchaj uważnie. – Pokiwałam głową.

        -Świat który znasz, jest to tak zwany trzeci wymiar, który został opanowany przez anioły czystej krwi i upadłe anioły. Różnią się one tym, że my mamy - jak podaje historia – ubłagane u diabła specjalne moce, które właściwie już widziałaś. Jesteśmy nadludzko szybcy, silni oraz możemy sprawić, że człowiek wykona każde nasze polecenie. Nazywamy to hipnozą. Właśnie dlatego pan Carter powiedział, że nie żyję a facet, który chciał cię uratować po prostu sobie poszedł. Mogę sprawić, że każdy zrobi to co zechcę, niezależnie od tego czy każę im wyskoczyć przez okno czy kogoś zabić. – Przerwał na moment by sprawdzić moją reakcję. Słuchałam jak zaklęta, nie mogłam uwierzyć w to co do mnie mówi. - Nie martw się, po wykonaniu rozkazu, ludzie nie pamiętają mnie, ani tego co im kazałem zrobić.
        O nie.
        -Czy ty kiedykolwiek mnie zahipnotyzowałeś? - Spojrzał na mnie dosyć zaskoczony.
        -Przysięgam, że nigdy nie kazałem zrobić ci czegoś wbrew twojej woli.
        -Przywiozłeś mnie tutaj wbrew mojej woli. -  Pozwoliłam sobie zauważyć.
        -No tak, do tego przejdziemy później.
        -A co z twoimi bliznami? Domyślam się, że to ma jakiś związek.
       -Bardzo dobrze kombinujesz dziewczynko. – uśmiechnął się do mnie i na potwierdzenie pokiwał głową. Zdziwiona patrzyłam jak wstaje z krzesła, po czym po chwili namysłu, obraca się do mnie tyłem i powolnym ruchem zdejmuje podkoszulek.
        
         Na niezwykle umięśnionych plecach, głębokie szramy układają się w kształt litery V. Nie wierzę własnym oczom. Oszołomiona wstaję i podchodzę bliżej by lepiej  się przyjrzeć. Christian odwraca lekko głowę i widząc jak zbliżam się do niego natychmiast wkłada podkoszulek. Zrobiłam posępną minę, na prawdę chciałam poznać fakturę jego skóry.
            -Jeśli człowiek dotknie moich blizn – umrze. - Powiedział patrząc mi w oczy.
       Przerażona od razu cofnęłam się o parę kroków. Przyłożyłam ze zdumienia dłoń do ust i przypomniałam sobie... cholera, jeśli w tedy w samochodzie… o matko, Christian właściwe uratował mi życie.
          -Nie musisz dziękować. - Powiedział bezczelnie, domyślając się co chodzi mi po głowie.
         -Nie mam za co dziękować – zaczęłam udawać twardzielkę – Dlaczego mnie tutaj przywiozłeś? Czemu akurat mnie? Nic ci nie zrobiłam.
         -Nie wiem czy wiesz, ale jesteś bardzo intrygującą osobą. Na imprezie  niepotrzebnie zwróciłem na ciebie uwagę. Gdybym w tedy nie podszedł, nie zaczęłabyś węszyć, nie poznałabyś moich tajemnic i nie byłoby tej rozmowy. Z dużo wiesz, sama jesteś sobie winna.
      
     Czyli to koniec, tak myślałam. Chcę teraz wiedzieć tylko jedno: jak długo będzie się ze mną bawił?
       -Kiedy planujesz koniec? - powiedziałam do niego drżącym głosem, a do oczu zaczęły napływać mi łzy.
     -Jaki koniec? - zaczął zmniejszać dzielącą nas odległość. Stanął tuż przede mną, podniosłam głowę, żeby spojrzeć mu w oczy.
      -Mój. - Łzy spłynęły mi po policzku. Widząc je Christian uniósł dłoń i wierzchem palca otarł krople.
        -Jeśli nie będziesz tego chciała, nie zabiję cię.
      -Nie? - patrzyliśmy sobie w oczy i znów poczułam to dziwne przyciąganie. Spojrzałam na jego usta. - Jaki wiec mam wybór?
        -Możesz wybrać śmierć lub dołączenie do mnie i stanie się upadłym aniołem.
Co takiego?! Co to za wybór?!
       -Niby jak?! - Co on do cholery chce mi zrobić?! Zaczęłam się od niego odsuwać do momentu uderzenia o ścianę. 
     -Spokojnie, nie panikuj. - Też mi coś! Jak mam nie panikować po usłyszeniu takiego czegoś?! - Po pierwsze, co do blizn nie powiedziałem ci jednej rzeczy. Chodzi o to, że tylko ludzie widzą w tym miejscu szramy, tak na prawdę wyrastają z nich czarne skrzydła. Są one widoczne tylko dla aniołów.
       Patrzyłam się na niego osłupiałym wzrokiem. Skrzydła?
       -I co jeszcze? - Zaczęłam sie śmiać. - Nie wierzę.
Popatrzył na mnie srogim wzrokiem, uniósł na wysokość bioder ręce i na dowód swoich słów po prostu wzleciał nieco ponad ziemię. Zaniemówiłam. Wpatrywałam się w przestrzeń dzielącą jego stopy od podłogi. 
      
         JA ŚNIĘ. TO TYLKO ZŁY SEN. SPOKOJNIE, ZARAZ SIĘ WYBUDZĘ.
       
     Tego było za wiele. Kolana pode mną się ugięły i opadłam ciężko na ziemię. Podkuliłam nogi, oparłam się o ścianę i znowu zaczęłam płakać. Christian widząc to wrócił z powrotem na ziemię i zaczął do mnie podchodzić.
        -Zostaw mnie! - Krzyczałam przez łzy. - Nie zbliżaj się! Jesteś potworem!
    Na dźwięk tego słowa skrzywił nieco usta, zmarszczył brwi i po zastanowieniu powiedział:
      -Owszem jestem, ale daj mi przynajmniej dokończyć, bo planów co do ciebie nie zmienię. - Zaznaczył to ostatnie surowo. - Kontynuując, zginiesz albo weźmiesz udział w procesie Przemiany. Jest on szybki i chciałbym powiedzieć bezbolesny, lecz skłamałbym mówiąc tak. Najpierw wyrywam sobie ze skrzydeł jedno pióro, którym przecinam twoją skórę. Jak już pewnie się domyślasz, tworzę na plecach kształt litery V. Z twoich ran wypłynie błękitna krew, a w miejscu rozcięć zaczną wyrastać białe skrzydła. - Zmienił ton głosu na niższy. Zaczął mówić wyraźnie i powoli. -  Potem wypijesz trochę mojej krwi i  twoje serce przestanie bić. Padniesz martwa przed moimi nogami. - Starałam się spojrzeć na niego lecz łzy w oczach rozmywały mi obraz całego świata. - Spokojnie, po kilku godzinach obudzisz się i będziesz nieco zdezorientowana bo twoje zmysły się wyostrzą. Zostaniesz obdarowana mocami, o których śmiertelnicy czy zwykli aniołowie mogą pomarzyć, a twoje skrzydła przybiorą szatę czerni. Wybór należy do ciebie. Jedno jest pewne: nie dam ci opuścić tego domu jako człowiek.
       
       Powoli układałam sobie w głowie to co mi powiedział. Moje życie tak czy siak dobiegnie końca.
      -W takim razie zginę. Prędzej wyskoczę przez okno niż poddam się Przemianie. - Powiedziałam nadal płacząc. - Nie stanę się potworem.
          -Spokojnie, wszytko przemyślałem. Okna są zabite deskami, w domu nie ma żadnych sznurów, do wszelkich ostrych przedmiotów dostęp mam tylko ja i nie znajdziesz tu także żadnych używek. Wątpię żebyś miała na tyle dość życia, żeby utopić się w wannie czy też w jakiś sposób się udusić. Jedyną twoją opcją jest śmierć naturalna, ale pomyśl: czy nie lepiej odpuścić, oszczędzić nam czasu i dać się przemienić?
           Podniosłam na niego wzrok i przez zaciśnięte zęby powiedziałam:
           -Jesteś psychopatą.
           -Owszem dziewczynko, jestem.




**************************
Cześć moi mili ^^
Z góry przepraszam jeśli w tym rozdziale nie odpowiedziałam na wszystkie pytania, które zadałyście pod poprzednim postem. Postanowiłam, że nie będę na razie odkrywać wszystkich kart Christiana ale spokojnie, dowiecie się tego w swoim czasie. :) 
Standardowo zachęcam do komentowania -> pisania wszelkich uwag, propozycji no i oczywiście momentów, które najbardziej lubicie. :D


3 komentarze:

  1. On jest... on... Mój mózg właśnie wylądował na ścianie. ;o
    Kurde! Upadły anioł! *-*
    Z jednej strony on jest tak słodki, a z drugiej mam ochotę go udusić!
    I teraz już wiem, że on w poprzednim wcieleniu zmarł jako kobieta w ciąży to jest pewne na 99.9% :D Nie wiem co Ci siedzi w głowie, kochana, ale na takie coś bym nie wpadła ; o
    Aż dosłownie odebrało mi mowę gdy to czytałam. Ale Sky jako upadły anioł? ;c
    Ja nie chcę, żeby ona umierała, ale zrobisz co słuszne... Właściwie i tak umrze bo jak się nie przemieni to Christian ją zabije
    ALE CZEMU ONI SIĘ NIE POCAŁOWALI! PROSZĘ, TAK ŁADNIE PROSZĘ NIECH SIĘ WRESZCIE POCAŁUJĄ! RAAAWR BY BYŁO :D
    Nie wiem co jeszcze napisać... Rozdział genialny jak zawsze! Nie zostaje mi nic innego niż czekać do następnego rozdziału *-*
    Albo najwyżej pomęczę Cię później na fb :)
    Weny kochana ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rety :D moja mordka uśmiecha sie nieprzerwanie dzięki Tobie :D Tak strasznie się cieszę, że tyle emocji wywołuje u kogoś moje opowiadanie :D AAAAAA zaraz chyba zacznę tańczyć ze szcześcia xD A co do pocałunku to: hmmmm mam pewne plany :3 ale wszystko w swoim czasie! Jeszcze troche Cię pomęczę :D <3 kocham, jeszcze raz dziekuję

      Usuń
  2. Hehe szczerze? Miałam takie przeczucia ale nie byłam pewna. :D
    Mam nadzieje że dowiemy się troche więcej na ten temat w następnym rozdziale. Pozdrawiam. Weny życze kochana :*

    OdpowiedzUsuń