Rozdział dedykowany mojej przyjaciółce. Dziękuję.
Miłej lektury, zachęcam do komentowania i obserwowania! :)
***
-Sky! Kochanie! Obudź się! – Z dołu usłyszałam niewyraźne wołanie mojej mamy. Już długo nie spałam, dzisiaj jest pierwszy dzień szkoły i chciałam wyglądać jakoś porządnie. Po kilku minutach stania przed otwartą szafą zdecydowałam się na czarną, koronkową, dopasowaną sukienkę nad kolana i kremowe buty na obcasie. Ostatni raz rozczesałam swoje niesforne dzisiaj włosy i zeszłam na dół.
Miłej lektury, zachęcam do komentowania i obserwowania! :)
***
-Sky! Kochanie! Obudź się! – Z dołu usłyszałam niewyraźne wołanie mojej mamy. Już długo nie spałam, dzisiaj jest pierwszy dzień szkoły i chciałam wyglądać jakoś porządnie. Po kilku minutach stania przed otwartą szafą zdecydowałam się na czarną, koronkową, dopasowaną sukienkę nad kolana i kremowe buty na obcasie. Ostatni raz rozczesałam swoje niesforne dzisiaj włosy i zeszłam na dół.
W kuchni mój młodszy brat jadł miskę płatków zbożowych a mama właśnie przypalała jajecznicę. Cała ona, kompletnie nie umiała gotować ale doceniałam to jak się dla nas stara. Podeszłam do niej i cmoknęłam ją w policzek.
-Dzień dobry wszystkim. Przepraszam ale nie jestem głodna. Będę już lecieć bo umówiłam się z Nicol, jej brat nas podwiezie do szkoły.
***
- ,,Impreza na dobre rozpoczęcie roku. Mnóstwo zabawy, głośna muzyka i noc, której już nigdy w życiu nie zapomnisz! Sobota, 18:00, szkolna hala sportowa.” Och Sky, musimy iść! – Z niezbyt zadowoloną miną spojrzałam na kolorową karteczkę w rękach Nicol.
- Nie ma takiej opcji! Dobrze wiesz, że nie lubię szkolnych zabaw. – Moja przyjaciółka, zazwyczaj wesoła i uśmiechnięta spojrzała na mnie z błagalną miną słodkiego, małego szczeniaczka. - Chociaż… sama nie wiem. – Zmiękłam. Rozumiałam Nic, ona była moim zupełnym przeciwieństwem. Typowa imprezowiczka, zawsze lubiła jak coś ciekawego się działo, a i na dodatek świetnie tańczyła. Ja za to mam dwie lewe nogi. Nie było takiej dyskoteki, na której nie podeptałabym komuś palców. Ale ona nie odpuszczała.
-Błagam cie! Ostatnio nie poszłyśmy bo się wykręciłaś bólem głowy! – to fakt – W tym roku bez dyskusji idziesz ze mną i będziemy się dobrze bawiły, jak zawsze. – Powiedziała z uśmiechem na twarzy. Pewnie właśnie sobie wyobraża jak w tańcu, wśród tłumu ludzi poznaje jakiegoś nowego chłopaka. Brunet, ciemne oczy, powyżej 175 cm. Idealnie wyższy od niej. O tak, zdecydowanie jej typ.
- Ok, niech stracę – zaśmiałam się – pójdziemy, ale wisisz mi małą przysługę. – Nicol wybuchła wielkim ,,HURA!,, objęła mnie i zaczęłyśmy skakać w kółko i śmiać się na cały szkolny korytarz. Dziękowała mi, a ja tylko patrzyłam czy nikt nie przygląda się dwóm tańcującym idiotkom. Za to właśnie uwielbiałam Nic, była najbardziej zakręconą i spontaniczną osobą jaka udało mi się poznać. Świetnie się dogadywałyśmy i miałyśmy podobne upodobania co było niezwykle wygodne. Zawsze mogłam na nią liczyć.
Pierwszy dzień nauki szkolnej potwornie się dłużył. Na każdej lekcji wpatrywałam się w zegarek, który nieubłaganie, powoli odliczał minuty do końca lekcji. Zdawać by się mogło, że z biegiem dnia czas zwalnia, coraz bardziej się dłuży… no ale co poradzić, uroki szkoły.
Ostatnie minuty były jak wyczekiwanie na pierwszą gwiazdkę w dzień Wigilijny. Wszyscy dramatycznie spoglądali na zegarek w nadziej, że jakaś nadprzyrodzona siła przestawi wskazówki o parę stopni.
Pięć…
Cztery…
Trzy…
Dwa…
DZWONEK!
Wszyscy pędem wybiegli z klasy, jakby po opuszczeniu budynku szkoły rozdawano jakieś super nagrody. W sumie to się im nie dziwiłam, zdecydowanie miałam dość nauki jak na jeden dzień.
***
-Mamo! Wróciłam! – stanęłam w progu i zaczęłam nasłuchiwać. Odliczyłam pięć sekund milczenia i stwierdziłam, ze nikogo nie ma w domu. Gdy weszłam do kuchni zobaczyłam opartą o miskę z owocami kartkę, na której niewyraźnie, pochyłym pismem było napisane:
Pojechałam odebrać John'a ze szkoły.
W lodówce masz wczorajszy obiad :)
Kocham, mama
Poszłam do swojego pokoju, w którym jak zwykle panował bałagan. Na łóżku było pełno rano wyciągniętych ubrań, już za bardzo pomiętych żeby nadawały się do noszenia. Wzięłam je wszystkie i przeniosłam na krzesło obrotowe przy komputerze z którego korzystałam tylko do pisania jakiejś długiej pracy do szkoły.
Ludzie, którzy mnie właśnie poznają, zawsze twierdzą, że jestem niezwykle dojrzałą osobą jak na swój wiek i bardzo poukładaną. Ciekawe czy stwierdzili by to samo po zobaczeniu tego syfu. Zaśmiałam się krótko do siebie. Totalna paranoja.
Postanowiłam zabrać się za czytanie nowej książki, którą dostałam niedawno na 17 urodziny od mojej mamy. Zapowiadała się całkiem ciekawie, jak z resztą każdy wybrany tytuł przez mamę, doskonale wiedziała, że nie cierpię książek o niesamowitej miłości dwojga młodych ludzi, którzy mimo wielu przeciwieństw losu, chcą być razem i jak zwykle, w cudowny sposób im się to udaje.
W pewnym momencie przerwałam czytanie, czułam się tak jakby ktoś mnie obserwował. Spanikowana podeszłam do okna. Dokładnie objęłam wzrokiem okolicę, ale nikogo tam nie było... przynajmniej tak mi się wtedy wydawało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz